Nagranie z monitoringu miejskiego nie jest najlepszej jakości. Widzimy spokojną uliczkę przez sądem w Londonderry (w skrócie Derry) oraz auto, które z pozoru zatrzymało się na chwilę przy parkanie. Nagle kadr wypełnia błysk eksplozji.– mówił później BBC przedstawiciel północnoirlandzkiej policji PSNI Mark Hamilton. Gdyby sądzić po samym zapisie kamer, można by przyjąć, że był to zamach samobójczy: silnik auta pracował, świeciły się tylne światła, na nagraniu widać też sylwetki kręcących się ludzi.
Ale – nie. Niewielki furgon, którym jeszcze po południu jeździł dostawca pizzy, skradziono około szóstej po południu, a dwie godziny później został zaparkowany przed sądem. Sprawcy natychmiast się ulotnili, być może na widok kręcących się w pobliżu nastolatków. Na kilka minut przed wybuchem anonimowy rozmówca uprzedził telefonicznie władze o zamachu, co dało policji kilka minut na ewakuację okolicy. O 20.09 bomba wybuchła. – podsumowywał Hamilton.
Kolejne kilkadziesiąt godzin upłynęło w Irlandii Północnej pod znakiem obławy na członków tej niewielkiej formacji, której roli i znaczenia nie są w stanie dokładnie zdefiniować najlepsi nawet eksperci od konfliktu północnoirlandzkiego. Wiadomo tylko, że raczej nie sposób mówić o tym, by za atakami stali weterani IRA: w ciągu kilku dni, jakie upłynęły od poniedziałku, aresztowano czterech mężczyzn – dwóch 20-latków, 34- i 42-latka. Tylko ten ostatni był pełnoletni w chwili podpisywania Porozumień Wielkopiątkowych, które zakończyły konflikt w regionie. Najwyraźniej nie trzeba samemu doświadczyć przemocy, by dać się wciągnąć w wojnę.