W oświadczeniu dla mediów partia podkreśliła, że rządowi Theresy May nie udało się uzyskać "niezbędnych zmian" i nadal istnieje "strategiczne ryzyko, że Irlandia Północna byłaby na koniec okresu implementacyjnego nadal zamknięta w tzw. backstopie (mechanizmie awaryjnym w razie braku porozumienia handlowego - PAP)", co "miałoby potencjał wytworzenia wewnętrznych granic handlowych w ramach Zjednoczonego Królestwa i odcięcia nas od głównego rynku wewnętrznego, Wielkiej Brytanii".

Reklama

Chcemy zabezpieczyć wyjście (...) oraz naszą przyszłą relację z Unią Europejską na warunkach, które są zgodne z naszymi głównymi celami i zapewniają integralność Zjednoczonego Królestwa - zapewniono.

Jak jednak zaznaczono, "obecna umowa tego nie gwarantuje, a tzw. backstop stanowi nieakceptowalne zagrożenie".

Odmowa poparcia porozumienia przez północnoirlandzkie ugrupowanie kwestionuje możliwość przegłosowania go przez Izbę Gmin. Mniejszościowy rząd Partii Konserwatywnej - także wciąż wewnętrznie podzielony w tej sprawie - polega na głosach 10 deputowanych DUP, kiedy potrzebuje uzyskać większość w parlamencie.

W obliczu takiej decyzji ewentualne przyjęcie umowy w Izbie Gmin wymagałoby przekonania stronnictwa do zmiany opinii na temat umowy lub uzyskania szerokiego wsparcia ze strony eurosceptycznych posłów opozycyjnej Partii Pracy, którzy dotychczas jedynie jednostkowo wyłamywali się w tej sprawie ze swojej linii partyjnej.

Zgodnie z konkluzjami ubiegłotygodniowej Rady Europejskiej brytyjski rząd ma czas do piątku, 29 marca, aby przyjąć proponowaną umowę z UE i opuścić Wspólnotę na zapisanych w niej warunkach w nowym terminie 22 maja.

Komentatorzy spekulowali w ostatnich dniach, że May będzie prawdopodobnie nalegać na poddanie projektu porozumienia pod kolejne, trzecie głosowanie w czwartek lub piątek, maksymalnie zwiększając presję na dotychczasowych krytyków tego rozwiązania z eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej oraz DUP. Umowa została dwukrotnie odrzucona znaczną większością głosów: 230 w styczniu i 149 w marcu.

Reklama

Wcześniej w środę May zadeklarowała, że jest gotowa odejść ze stanowiska wcześniej niż planowała, aby "doprowadzić do tego, co jest właściwe dla naszego kraju i partii", otwierając drogę do rezygnacji, jeśli posłowie poprą umowę ws. brexitu.

W trakcie wystąpienia May wezwała posłów do "poparcia tego porozumienia, abyśmy dopełnili swojego historycznego obowiązku zrealizowania decyzji Brytyjczyków i wyjścia z Unii Europejskiej w łagodny i uporządkowany sposób".

Jej zapowiedź sprawiła, że część dotychczasowych krytyków z Partii Konserwatywnej zmieniło zdanie i niespodziewanie poparło projekt umowy. Wśród nich znaleźli się m.in. czołowi krytycy szefowej rządu, ekscentryczny milioner Jacob Rees-Mogg i były szef MSZ Boris Johnson.

Ta zmiana może jednak okazać się niewystarczająca w razie braku poparcia ze strony DUP.

W razie nieprzyjęcia proponowanej umowy do końca tygodnia Wielka Brytania będzie miała czas do 12 kwietnia, by zdecydować się albo na brexit bez umowy, albo na przedłużenie swego członkostwa w UE i znalezienie wyjścia z impasu politycznego, na przykład przez drugie referendum lub zmianę proponowanego modelu relacji z UE (np. przez pozostanie we wspólnym rynku lub w unii celnej).

W środę wieczorem posłowie zasiadający w Izbie Gmin zagłosują nad serią alternatywnych propozycji rozwiązania kryzysu politycznego wokół wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Opinia parlamentu nie będzie prawnie wiążąca, ale będzie stanowiła pewną instrukcję polityczną dla rządu.