Śmierć szejka Abdula Sattara Abu Riszy, sprzymierzeńca USA i ikony sunnickich plemion, mocno zagmatwała sytuację w Iraku. Jeszcze tydzień temu szejk ściskał rękę prezydenta George'a Busha i obiecywał pomoc zjednoczonych pod sobą sunnitów. Kilka dni później zginął w zamachu. Wciąż nie wiadomo, czy następca szejka pójdzie w jego ślady.
Na razie wiadomo jedynie, że przywódcy 40 plemion, które Abu Risza wprowadził do jednej koalicji, będą chcieli go pomścić. Czy jednak prawo zemsty zostanie ujęte w karby amerykańskiej
polityki i pomoże Amerykanom w "walce z terroryzmem"? Tego życzyłby sobie Biały Dom. Wstępne deklaracje pozwalają tak podejrzewać.
"Oskarżamy Al-Kaidę, będziemy dalej prowadzić walkę i zemścimy się" - powiedział dziennikarzom szejk Ahmad Abu Risza, brat zabitego. Przejął on po nim dowództwo nad
zbrojną grupą "Przebudzenie Anbaru", koalicją około 40 plemion. Sowicie opłacone, walczą u boku wojsk USA. Wcześniej w ten bok "amerykańskich chłopców"
kierowały swoją broń.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|