"Byłoby dobrze, gdyby dotrzymał słowa i tak jak obiecał nadrobił wizytę. Ponad dwa lata po objęciu urzędu przez (prezydenta) Donalda Trumpa, spora część tego, co kiedyś było nazywane niemiecko-amerykańską przyjaźnią, leży w gruzach. Przynajmniej część można i należy naprawić" - postuluje lewicowo-liberalny "Sueddeutsche Zeitung".

Przestrzega jednak przed robieniem sobie zbyt dużych nadziei na poprawę stosunków między Berlinem a Waszyngtonem.

"Niemcy muszą w dłuższej perspektywie nastawić się na konsekwencje wycofania się USA z odpowiedzialności za sprawy międzynarodowe. Będą one odczuwalne również wtedy, kiedy Trump nie będzie już prezydentem. To, czy Europa będzie w stanie wypełnić przynajmniej część powstałej luki, zależy również od Niemiec" - pisze monachijski dziennik.

Szef amerykańskiej dyplomacji miał spotkać się we wtorek w Berlinie z kanclerz Angelą Merkel i ministrem spraw zagranicznych Heiko Maasem. Kilka godzin przed zaplanowaną wizytą została ona jednak odwołana z powodu "pilnych spraw" i Pompeo niespodziewanie pojawił się w Bagdadzie. Rozmawiał tam m.in. o obawach USA dotyczących "rosnącej aktywności Iranu w regionie". Sekretarz stanu USA zapewnił, że jego kraj jest gotów wspierać suwerenność Iraku.

"Z punktu widzenia Trumpa wygląda to tak: Niemcy wydają za mało pieniędzy na NATO; robią brzydkie interesy z Rosją poprzez Nord Stream 2; mają zbyt wysoką nadwyżkę w handlu i niewłaściwy stosunek do Iranu. I nie jest to pełna lista. Mimo to, Niemcy pozostają dla USA ważnym partnerem w Europie" - wylicza uwarunkowania obecnych relacji niemiecko-amerykańskich berliński dziennik "Tagesspiegel". Mimo ich ważności i zawiłości Pompeo decyduje się jednak odwołać swoją długo oczekiwaną, pierwszą wizytę nad Renem w roli szefa amerykańskiej dyplomacji.

"Nie do wiary. Wygląda to na afront i należy to zupełnie otwarcie zakomunikować administracji USA. Odwołanie wizyty zawsze jest uderzającą oznaką lekceważenia. Wywalczenie respektu u administracji Trumpa staje się wyzwaniem, którego nie wolno odkładać na później" - apeluje gazeta.

Podobnie zaistniałą sytuację interpretuje prawicowy dziennik "Die Welt". "Przekładanie spotkania z kanclerz to komunikat. Zwłaszcza, jeśli nigdy wcześniej nie odwiedzało się najpotężniejszej kobiety Europy i odwołuje się wizytę w ostatniej chwili. Pompeo zrobił dokładnie to i dał powód do mówienia o rozregulowanych relacjach niemiecko-amerykańskich" - pisze gazeta.

Przypomina, że zgodnie z protokołem dyplomatycznym sekretarz stanu ma znacznie niższą rangę niż kanclerz. Oprócz tego, Amerykanie zdawali sobie sprawę z rosnącego napięcia w rejonie Zatoki Perskiej co najmniej od weekendu. Dodatkowo, z planu europejskiej podróży Pompeo wypadł tylko Berlin. Sekretarz stanu USA z Iraku udał się do Londynu, a stamtąd ma lecieć na Grenlandię.

"Amerykanie nie chcą, żeby odwołanie spotkań było rozumiane jako lekceważenie relacji transatlantyckich. Działanie Pompeo pasuje jednak do innego obrazka: od objęcia urzędu prezydenta przez Trumpa stosunki między Niemcami a USA są napięte" - konkluduje "Die Welt".