Komentarz publicysty Angelo Panebianco jest nawiązaniem do szeroko omawianej w mediach sprawy domniemanego finansowania współrządzącej Włochami Ligi wicepremiera Matteo Salviniego przez stronę rosyjską. O rozmowach na ten temat napisał niedawno amerykański portal BuzzFeed, a w lutym włoski tygodnik "L'Espresso". Wicepremier Salvini dementuje te doniesienia.

Co takiego w naszym sposobie życia wywołuje w tylu naszych współobywatelach uczucie wstrętu, obrzydzenia tak silnego, by usprawiedliwiać ich sympatię dla Świętej Matki Rosji - wczoraj w wersji sowieckiej, dzisiaj w putinowskiej - to znaczy dla świata, który dalej mimo wszystkich różnic ze światem sowieckim bardzo różni się od zachodniego, w którym żyjemy? - pyta publicysta "Corriere della Sera".

Na łamach największej włoskiej gazety autor zachęca do refleksji: Dlaczego tylu naszych rodaków, dzisiaj i w przeszłości, doświadcza fatalnej fascynacji "azjatyckim despotyzmem"?

Wyraża opinię, że "próba odpowiedzi na to pytanie jest z politycznego punktu widzenia ważniejsza i ciekawsza niż stawianie pytania, czy doszło, czy też nie do przekazania rubli - albo podjęcia takiej próby - między Rosjanami a Ligą".

Zdaniem publicysty istnieje ryzyko, że z pola widzenia straci się rzecz najbardziej według niego istotną, czyli to – jak ocenia - że "z rublami czy bez, więzy między Rosjanami a Ligą panują i są bardzo ścisłe oraz udokumentowane".

Prawdziwym problemem politycznym jest w jego ocenie to, że sprawa ta nie martwi dużej części wyborców Ligi i że według sondaży jeszcze bardziej masowo oddadzą oni głos na to ugrupowanie w następnych wyborach.

Należy, jak zaznacza Panebianco, zastanowić się, dlaczego "niebezpieczne związki" Rosjan i Ligi nawet minimalnie nie martwią jej wyborców. Jak podkreśla, wielu z nich dobrze wie o tych bliskich relacjach; i to właśnie "intensywna sympatia wielu naszych rodaków do Rosji umożliwiła Lidze zacisnąć te więzy" - dodaje.

Jako jedną z przyczyn prorosyjskich sympatii autor wskazuje silny antyamerykanizm. Rosja z kolei postrzegana jest jako orędowniczka takiej postawy, a także "antymodernizmu i sprzeciwu wobec Zachodu" - zauważa.

Kiedy Putin, lider kraju, który w całej swej historii nie poznał nigdy liberalnej demokracji, oświadcza, że jest ona skończona, spotyka się z uznaniem wielu tych, którzy zawsze gardzili światem, do którego należą - pisze Panebianco i dodaje: Wiele osób woli, aby ktoś inny za nie myślał i decydował.

Wielu po prostu boi się wolności; dlatego wolą ją dewaluować w swoich własnych oczach, muszą określać ją jako skończoną, iluzoryczną. O wiele bardziej wolą despotyzm niż wolne społeczeństwo - czytamy na łamach "Corriere della Sera".

Zgodnie z taką interpretacją uratujemy nasze społeczeństwo tylko wtedy, jeśli zdołamy powstrzymać wielu przeciwników Zachodu, jakich mamy w naszym domu - konstatuje Panebianco.

Faktem jest, że Putin, "naśladowca Piotra I Wielkiego, będzie mógł wykorzystywać naszą szeroką sympatię" - twierdzi publicysta. Przyda się to jemu i jego następcom w wyścigu, w którym wielkie mocarstwa będą musiały zdefiniować na nowo obszary wpływów na naszym osłabionym kontynencie - uważa Panebianco.