W Paryżu, podobnie jak w Berlinie, bliska zażyłość z człowiekiem, który okazał się grabarzem rosyjskiej demokracji i jest oskarżany o brutalną pacyfikację powstania w Czeczenii, przestała być powodem do dumy. Dlatego w biurze Chiraca o wizycie do Rosji mówi się niechętnie. "To absolutnie prywatna podróż" - zapewnia DZIENNIK rzeczniczka byłego prezydenta Benedicte Brissart.
Trudno jednak o bardziej wymowny symbol. Od złożenia urzędu 16 maja Chirac nie udzielał się publicznie. Jeśli nie liczyć krótkich wakacji w Maroku, odrzucał też wszystkie zaproszenia z zagranicy. List Putina okazał się pierwszym, na który zdaniem Chiraca nie wypadało nie zareagować pozytywnie. Więcej: w podróż do Rosji, podobnie jak Putin i Schröder, Chirac zabrał swoją żonę Bernadette. Od soboty trzy pary mieszkają pod jednym dachem w prezydenckiej rezydencji w Soczi niczym najbliżsi przyjaciele.
W Niemczech podobne kontrowersje wywołuje podróż Gerharda Schrödera. Były kanclerz nie ograniczył się bowiem do suto zakrapianych posiłków ze swoim gospodarzem i romantycznych nadmorskich spacerów nad brzegiem morza. Jutro dla Schrödera zacznie się część biznesowa rosyjskiej podróży: podczas posiedzenia rady nadzorczej spółki budującej gazociąg pod Bałtykiem, na której czele stoi dawny kanclerz, mają być ustalone szczegóły inwestycji. To przypomina ostatnie dni urzędowania byłego kanclerza, który jeszcze jako szef rządu zatwierdził budowę rury omijającej Polskę, a nieco później już jako osoba prywatna otrzymał pracę w zarządzie jej budowniczego.
"Choć Chirac i Schröder są zaciętymi wrogami dzisiejszych przywódców Francji i Niemiec, Władimir Putin nie zawahał się zaprosić przyjaciół z dawnych lat, bo trójkąt Berlin - Paryż - Moskwa idealnie wpisuje się w wielkomocarstwową ideologię Kremla" - mówi nam anonimowo jeden z niemieckich dyplomatów. Trójkąt z 2003 roku to symbol triumfu rosyjskiej dyplomacji. Niespodziewanie Rosji nie tylko udało si doprowadzić do głębokiego podziału Unii Europejskiej na tle wojny z Saddamem, ale także zdołała zbudować potężny francusko-niemiecko-rosyjski front oporu przeciwko hegemonii Stanów Zjednoczonych na świecie.
Dziś to już jednak przeszłość. W październiku z wizytą do Moskwy wybiera się Nicolas Sarkozy, ale z zupełnie innym przesłaniem. Podczas niedawnego spotkania z francuskimi ambasadorami prezydent określił politykę Kremla jako brutalną. Francuskiego przywódcę coraz bardziej irytuje nieodpowiedzialna polityka Rosji na świecie, w tym odmowa uznania niepodległości Kosowa i ochrona irańskiego reżimu przed międzynarodowymi sankcjami.
W Paryżu, podobnie jak w Berlinie, zrezygnowano też z antyamerykańskiej retoryki, a nadchodzące wybory w USA mogą wręcz otworzyć nowy rozdział znakomitych stosunków transatlantyckich. Putinowi pozostały wspomnienia.