Od popołudnia protestujący ścierali się z policją co najmniej w 13 dzielnicach Hongkongu, w tym w pobliżu budynków rządowych w dzielnicy Admiralty oraz w miejscowości Tsuen Wan na Nowych Terytoriach. Demonstranci podpalali barykady i rzucali koktajle Mołotowa, a policja używała armatek wodnych, gazu łzawiącego i pałek.

Przed północną czasu miejscowego (godz. 18 w Polsce) w kilku miejscach wciąż trwały starcia. Służby medyczne poinformowały, że obrażenia odniosło 66 osób.  Wcześniejszy bilans mówił o 51 rannych w wieku od 11 do 75 lat. Według źródeł dziennika "South China Morning Post" policja zatrzymała co najmniej 100 demonstrantów.

Przedstawicielka policji Yolanda Yu potwierdziła w nagraniu zamieszczonym na Facebooku, że w czasie starć w Tsuen Wan jeden z funkcjonariuszy postrzelił 18-letniego protestującego. Jej zdaniem policjant użył broni, by "ratować życie swoje i swoich kolegów".

Według Yu chłopak został postrzelony w "okolice barku", natomiast media informowały o ranie w klatce piersiowej. 18-latek trafił w stanie krytycznym do Szpitala Księżniczki Małgorzaty, skąd został później przeniesiony do Szpitala Królowej Elżbiety, gdzie jest operowany – podał "SCMP".

Z ciała rannego wyciągnięto już kulę i ma on "duże szanse na przeżycie - przekazała gazeta, powołując się na anonimowe źródło.

Na opublikowanych w internecie nagraniach widać moment, gdy w czasie chaotycznych starć policjant z bliskiej odległości strzela z rewolweru do uczestnika protestów, atakującego czymś przypominającym metalowy pręt. Jedno z nagrań przypisywane jest uniwersyteckiej telewizji Campus TV.

Jest to pierwszy przypadek postrzelenia demonstranta, odkąd w czerwcu rozpoczęła się obecna fala antyrządowych protestów w Hongkongu. Wcześniej policjanci wielokrotnie strzelali do protestujących gumowymi kulami i innymi rodzajami pocisków nieśmiercionośnych oraz kilka razy oddali ostrą amunicją strzały ostrzegawcze w niebo.

Brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab podkreślił, że użycie ostrej amunicji przez hongkońską policję było nieproporcjonalne do sytuacji.

Chociaż nie ma usprawiedliwienia dla przemocy, użycie ostrej amunicji jest nieproporcjonalne i grozi jedynie zaognieniem sytuacji - napisał Raab w oświadczeniu. Incydent ten podkreśla potrzebę konstruktywnego dialogu w celu rozwiania uzasadnionych obaw mieszkańców Hongkongu. Konieczne jest zachowanie powściągliwości i deeskalacja zarówno ze strony protestujących, jak i władz Hongkongu - dodał.

Wcześniej we wtorek tysiące osób przeszły w marszu protestu z dzielnicy Causeway Bay do dzielnicy Central. Kilkusetosobowe grupy demonstrantów usiłowały również blokować ulice w dzielnicach Sha Tin, Tai Po i Sham Shui Po. W pobliżu stacji metra Jordan na półwyspie Koulun sześciu zamaskowanych protestujących spaliło papierowe portrety przywódcy ChRL Xi Jinpinga i szefowej władz Hongkongu Carrie Lam – podał „SCMP”.

Protesty w Hongkongu trwają niemal bez przerwy od czerwca. Lam obiecała niedawno, że wycofa kontrowersyjny projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który je wywołał, ale nie przychyliła się do żadnego z pozostałych postulatów protestujących. Żądają oni m.in. niezależnego śledztwa w sprawie działań rządu i policji oraz demokratycznych wyborów władz regionu.