"Czy zaledwie oskarżenie sygnalisty zatrudnionego w służbach wywiadowczych może stać się ważniejsze od prezydenckiego prawa do przywileju wykonawczego (ang. executive privilege)?" - pyta "Wall Street Journal" w czwartkowym komentarzu redakcyjnym.

"Wydaje się, że tak właśnie myślą Demokracji i prasa, rozkoszujący się ostatnimi doniesieniami o rozmowach Donalda Trumpa z zagranicznymi przywódcami. Najpierw była rozmowa (Trumpa) z prezydentem Ukrainy, później (...) przeciek z rozmowy Trumpa z premierem Australii Scottem Morrisonem. Teraz Demokraci domagają się wglądu w zapisy innych jego rozmów telefonicznych z innymi przywódcami" - podkreśla dziennik.

Trump i jego administracja są oskarżani o próby zatuszowania skandalu, choć Biały Dom opublikował zapis rozmowy prezydenta z Wołodymyrem Zełenskim i skargę sygnalisty - zauważa "WSJ", pisząc o "lekceważeniu dla zasady podziału władzy".

Jako przykład takiej postawy przywołuje niedawne przesłuchanie p.o. szefa amerykańskiego wywiadu Josepha Maguire'a przez szefa komisji wywiadu w Izbie Reprezentantów, Demokratę Adama Schiffa. "Maguire, cieszący się nieposzlakowaną opinią, po otrzymaniu skargi sygnalisty w ramach pełnionych obowiązków zachował się odpowiedzialnie, zwracając się o opinię prawną, czy skarga ta podlega przywilejowi wykonawczemu. (Jednak) Schiff skrytykował go za to, że w ogóle wstrzymał się z przekazaniem dokumentu Kongresowi" - podkreśla gazeta.

Wniosek z ostatnich wydarzeń jest taki - pisze "WSJ" - że za każdym razem, gdy ktoś w aparacie państwowym złoży skargę na prezydenta, Kongres ma prawo zażądać jej przekazania i upublicznienia. "To znaczy, że żaden zagraniczny przywódca nie może oczekiwać, że cokolwiek, co powie Trumpowi lub kolejnemu prezydentowi (USA), pozostanie poufne" - ocenia "WSJ".

Nowojorski dziennik pisze o "ironii płynącej z faktu, że w pośpiechu, by doprowadzić do impeachmentu Trumpa za jego prawdziwe czy zmyślone naruszenia norm politycznych, jego przeciwnicy swobodnie sami je naruszają". "W pośpiechu, by odsunąć Trumpa od władzy, wszystkie chwyty są dozwolone" - konkluduje "Wall Street Journal".