Również w czwartek o zamachu wypowiedział się szef prokuratury federalnej Peter Frank. - Wczoraj doświadczyliśmy terroryzmu. Z naszych ustaleń wynika, że podejrzany Stephan B. zamierzał dokonać masakry - oświadczył na konferencji prasowej w Karlsruhe.

Jak dodał, domniemany sprawca prawdopodobnie własnoręcznie zbudował kilka sztuk broni, a w jego samochodzie znaleziono ładunki wybuchowe.

W środę 27-letni uzbrojony mężczyzna Stephan Balliet próbował wedrzeć się do synagogi w Halle. Po nieudanej próbie sforsowania drzwi świątyni otworzył ogień do ludzi na ulicy. Dwie osoby nie żyją, a dwie zostały ranne. Sprawca transmitował zamach na żywo za pośrednictwem platformy gier wideo Twitch.

Po pościgu napastnik został schwytany przez policję i policja federalna zapowiedziała, że zwróci się o jego aresztowanie do prowadzącego sprawę sędziego.

Według niemieckiego regionalnego nadawcy MDR stan rannych nie jest krytyczny, a sprawca mieszkał z matką w miejscowości niedaleko Halle i według cytowanego przedstawiciela służb śledczych "zamierzał zabić ludzi".

Wcześniej w środę Rita Katz, szefowa SITE Intelligence Group - amerykańskiej firmy zajmującej się śledzeniem aktywności internetowej organizacji białych supremacjonistów i dżihadystów, poinformowała o znalezieniu w internecie najprawdopodobniej autentycznego "manifestu" zamachowca z Halle. Według Katz celem zamachu było "zabić jak najwięcej antybiałych, najlepiej Żydów".

Z informacji podawanych w ciągu dnia przez media wynika, że w czasie ataku w synagodze znajdowało się od 80 do 100 osób i gdyby napastnikowi udało się dostać do środka budynku, najprawdopodobniej ofiar byłoby znacznie więcej. Do zamachu doszło podczas żydowskiego święta Jom Kipur.

Według ustaleń tabloidu "Bild" Balliet mieszkał z matką pod Halle. Rodzice jedynaka rozwiedli się kiedy miał 14 lat. Zrobił maturę i przez dwa semestry studiował chemię, ale przerwał naukę po ciężkiej operacji żołądka. Prawie nie miał znajomych i dużo czasu spędzał przed komputerem. Pracował jako technik RTV. Nie był wcześniej notowany przez policję.

Przewodniczący Centralnej Rady Żydów (ZdJ) w Niemczech Josef Schuster w rozmowie z radiem Deutschlandfunk skrytykował policję za to, że jej funkcjonariusze nie pilnowali wejść do synagogi podczas trwających tam modłów mimo powtarzających się w ostatnich miesiącach antysemickich ataków w kraju.

- Gdyby na zewnątrz rozstawiona była policja, ten człowiek mógł zostać rozbrojony, zanim zaatakował innych - zaznaczył.

Ocenił, że standardem jest wystawianie funkcjonariuszy przed synagogami podczas modlitw, ale wygląda na to - zasugerował - że w kraju związkowym Saksonia-Anhalt, gdzie położone jest Halle, sytuacja wygląda inaczej.

Z kolei szef związku zawodowego Niemiec Oliver Malchow zareagował sceptycznie. - Musielibyśmy przez całą dobę pilnować każdej synagogi, każdego kościoła, każdego meczetu, każdego świętego miejsca w Niemczech, więc nie jestem pewien, czy to było błędem czy też (tego ataku) zwyczajnie nie dało się przewidzieć - wskazał.