Jak zaznaczył dyplomata, rozpoczęta w środę w północnej Syrii operacja Źródło Pokoju ma szczegółowo określone, jasne i ograniczone cele, a Turcja poinformowała o niej wszystkich partnerów, w tym NATO, UE, członków Rady Bezpieczeństwa, syryjskich przedstawicieli w Stambule. Dyplomata przekazał, że poprzednie operacje - Tarcza Eufratu w 2017 r. i Gałązka Oliwna w 2018 r. - pozwoliły na powrót do kraju 360 tys. Syryjczyków. Podczas tych dwóch operacji praktycznie nie było ofiar śmiertelnych, nie powiem, że nie było ich wcale, ale turecka armia (...) dołożyła wszelkich starań, by uniknąć krzywdzenia cywilów i tak też będzie teraz - podkreślił.

Turcja nie atakuje Kurdów, nie mamy na celu atakowania Kurdów, miliony osób kurdyjskiego pochodzenia mieszkają w Turcji - wskazał. Jak poinformował, ponad 360 tys. Kurdów, którzy opuścili Syrię w ucieczce przed naciskami ze strony PYD, YPG i Daesh (Państwo Islamskie), schroniło się w Turcji. Ok. 3,5 mln arabskich uchodźców z Syrii przebywa w Turcji - dodał. Do tej pory Turcja wydała na pomoc uchodźcom ok. 40 mld USD; ok. 10 proc. tej sumy to pomoc ze strony UE, inne organizacje międzynarodowe i kraje - poinformował dyplomata.

Ambasador oświadczył, że głównym celem operacji jest zabezpieczenie granic i zapewnił, że Turcja jest świadoma zagrożenia związanego z Państwem Islamskim w północnej Syrii i nie pozwoli na oswobodzenie żadnych z uwięzionych członków tej organizacji. Zapowiedział, że Turcja nie ma w planach modyfikowania struktury demograficznej w regionie operacji, a utworzenie strefy bezpieczeństwa na północy Syrii ma pozwolić na "bezpieczny i dobrowolny powrót" przesiedlonych Syryjczyków.

Ci, którzy nie mogą przedstawić jakiejkolwiek wiarygodnej alternatywy w sprawie bezpieczeństwa granic Turcji, zakończenia niestabilności w regionie, wyeliminowania zagrożenia ze strony terrorystów albo przepływu uchodźców, nie powinni mieć prawa do krytykowania Turcji - oświadczył ambasador. Ani Turcja, ani Europa, nie mogą tolerować kolejnego masowego napływu uchodźców, który mógłby być skutkiem końcowym trwającej niestabilności i istnienia zagrożenia ze strony terrorystów w Syrii - dodał.

Tymczasem Rami Abdel Rahman, szef Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, przekazał, że w wyniku tureckiej ofensywy zginęło dotąd 10 cywilów i co najmniej 32 bojowników SDF (arabsko-kurdyjski sojusz Syryjskie Siły Demokratyczne), a także 34 wspieranych przez Turcję syryjskich rebeliantów. Associated Press podaje zaś, że po stronie tureckiej zginęło co najmniej sześciu cywilów, w tym czwórka dzieci.

Według oenzetowskiego Światowego Programu Żywnościowego swoje domy w związku z ofensywą opuściło ponad 70 tys. ludzi w miastach Ras al-Ajn i Tel Abjad. Organizacja Lekarze bez Granic podała w piątek, że jedyny publiczny szpital w północno-wschodniej Syrii, w Tel Abjad, został zamknięty, ponieważ większość członków personelu uciekła w ciągu ostatnich 24 godzin przed bombardowaniem.