- Są różnice między państwami sojuszniczymi, ale mieliśmy szczerą i otwartą rozmowę - powiedział na konferencji prasowej po pierwszej części spotkania ministrów obrony krajów NATO sekretarz generalny organizacji Jens Stoltenberg.

Sojusz pierwszy raz spotkał się, gdy 9 października Turcja rozpoczęła w północno-wschodniej Syrii ofensywę przeciwko kurdyjskim Ludowym Jednostko Samoobrony (YPG). Władze w Ankarze uważają Kurdów z YPG za terrorystów z powodu ich powiązań ze zdelegalizowaną w Turcji separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PPK).

NATO w przeciwieństwie do UE nie potępiło działań Turcji, choć wiele państw należących do Sojuszu ostro skrytykowało ofensywę. Stoltenberg podkreślał, że w ciągu ostatniego tygodnia doszło do znacznego spadku przemocy w północno-wschodniej Syrii. - Zgodziliśmy się, że musimy na tym budować, by dokonywać postępu na drodze do politycznego rozwiązania konfliktu w Syrii. W pełni wspieramy kierowane przez ONZ wysiłki, by osiągnąć polityczne rozwiązanie - zaznaczył sekretarz generalny.

Minister Kramp-Karrenbauer przedstawiła na spotkaniu swoją inicjatywę utworzenia strefy bezpieczeństwa w północnej Syrii, która miałaby pozostawać pod międzynarodową kontrolą. Dyplomaci relacjonowali, że opowiedziała się za tym, by do inicjatywy włączona była również Rosja, dominująca siła w Syrii, jeśli miałaby chronić wysiedlonych cywilów i zapewniać kontynuowanie walki z bojownikami tzw. Państwa Islamskiego.

Niemka podkreślała, że patrolowaniem syryjsko-tureckiej granicy nie może się zajmować tylko Turcja i Rosja. - Zachowanie status quo nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem - powiedziała dziennikarzom Kramp-Karrenbauer, cytowana przez Reuters. To odniesienie się do ustaleń poczynionych przez prezydentów Rosji i Turcji w Soczi, zgodnie którym po wycofaniu się kurdyjskich bojowników Turcy i Rosjanie będą prowadzić wspólne patrole w pasie 10 km od granicy.

- Porozumienie z Soczi nie sprowadza pokoju i nie stanowi podstawy do politycznego rozwiązania w długoterminowej perspektywie. Szukamy rozwiązania obejmującego społeczność międzynarodową - zaznaczyła niemiecka minister.

Stoltenberg podkreślił, że ministrowie państw NATO zgodzili się co do tego, że Turcja ma uzasadnione obawy dotyczące swojego bezpieczeństwa oraz tego, że nie można podważać osiągnięć w zwalczaniu tzw. Państwa Islamskiego. - Uznajemy, że jest jakiś postęp, zmniejszenie przemocy i musimy na tym budować, by spróbować znaleźć trwałe rozwiązanie polityczne - mówił sekretarz generalny.

Z jego relacji wynika, że na spotkaniu nie padł wniosek o to, by jakieś siły NATO zostały rozlokowane w północno-wschodniej Syrii. - Było wezwanie o mocniejsze polityczne zaangażowanie międzynarodowe, by znaleźć rozwiązanie. Niemiecka minister obrony przedstawiła również swoje propozycje. (...) Z zadowoleniem przyjmuję to, że kraj sojuszniczy ma pomysły co do tego, jak możemy zająć się tą trudną sytuacją w północnej Syrii - powiedział Stoltenbeg.

Minister obrony USA Mark Esper, który występował w brukselskim oddziale organizacji pozarządowej German Marshall Fund jeszcze przed posiedzeniem w NATO, uznał turecką agresję na północno-wschodnią Syrię za "bezpodstawny atak". Zastrzegł jednocześnie, że nie może to sojusznikom w NATO przesłaniać "nowych zagrożeń na horyzoncie".

Stany Zjednoczone ostrożnie poparły niemiecką propozycję, zastrzegając, że same nie wezmą udziału w ewentualnych działaniach wojskowych na miejscu. Również Turcja - według źródeł, na które powołuje się Reuters - ma być otwarta na propozycje Berlina, wskazując, że potrzeba więcej konsultacji w tej sprawie.