Podczas niedzielnych starć pomiędzy policją a grupami protestujących funkcjonariusze używali gumowych kul, gazu łzawiącego i armatek wodnych zainstalowanych na specjalnych pojazdach do rozpędzania manifestacji. Dodawany do wody niebieski barwnik ma ułatwić identyfikację najbardziej radykalnych demonstrantów.

Z armatki wodnej opryskano między innymi bramę i schody meczetu w dzielnicy Koulun (Kowloon), uznawanego za najważniejszą świątynię muzułmańską w Hongkongu. Na nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych widać, że przed bramą stała wówczas nieliczna grupa osób, w tym dziennikarze.

Lam odwiedziła w poniedziałek meczet w Koulunie przed wylotem do Tokio, gdzie ma we wtorek wziąć udział w ceremonii intronizacji cesarza Japonii Naruhito. Przeprosiny Lam zostały przyjęte, a społeczność muzułmańska liczy na dalsze pokojowe życie w Hongkongu – powiedział główny imam Muhammad Arshad.

Policja w komunikacie oświadczyła, że meczet został opryskany przypadkowo i zapewniła, że szanuje wolność wyznań i dołoży starań, by chronić wszystkie miejsca kultu religijnego. Potępiła również "brutalne działania i akty wandalizmu", których dopuszczali się "uczestnicy zamieszek".

W niedzielę na ulice Hongkongu wyszły dziesiątki tysięcy osób, mimo że władze nie zezwoliły na demonstrację planowaną na ten dzień przez największą organizację prodemokratyczną w mieście, Obywatelski Front Praw Człowieka (CHRF). Manifestacja zaczęła się pokojowo, ale później grupy radykalnych demonstrantów starły się z oddziałami prewencyjnymi policji.

Grupy demonstrantów atakowały również banki i inne instytucje, które według nich związane są z Chinami kontynentalnymi. Na popularnej wśród turystów ulicy handlowej Nathan Road w dzielnicy Koulun niszczono witryny i podpalano barykady.

Tymczasem w poniedziałek po południu korporacja zarządzająca hongkońskim metrem zamknęła stację Yuen Long na Nowych Terytoriach w związku z planowaną tam na wieczór demonstracją. W poniedziałek mijają trzy miesiące od brutalnego ataku zamaskowanych osobników, który wdarli się na tę stację i bili kijami uczestników antyrządowej manifestacji i przypadkowych podróżnych. Rannych zostało wtedy co najmniej 45 osób, a policji zarzucano spóźnioną reakcję na doniesienia o tym ataku, a nawet zmowę z przestępcami.

Uczestnicy protestów, trwających w Hongkongu od czerwca, domagają się między innymi wycofania projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego, demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie działań rządu i policji, której zarzucają używanie nadmiernej siły. Lam obiecała, że wycofa kontrowersyjny projekt zmian prawa ekstradycyjnego, ale nie przychyliła się do żadnego z pozostałych postulatów protestujących.

W trakcie protestów policja zatrzymała już ponad 2,6 tys. osób, w tym wiele w wieku poniżej 18 lat. Funkcjonariusze postrzelili dwóch demonstrantów ostrą amunicją, a tysiące innych osób, w tym setki policjantów, doznały obrażeń w starciach ulicznych.