Najtrudniejsze było wyprowadzenie w pole ochrony budynku. Odważny Austriak miał jednak pomocników. Jeden z nich - Tajwańczyk - dzień przed skokiem przemycił do wieżowca spadochron i ukrył go w łazience - pisze tvn24.pl. Baumgartner sprawdził też dokładnie, gdzie w budynku rozmieszczone są kamery i którędy chodzą strażnicy.

Tuż przed skokiem pomocnicy Austriaka zrobili zamieszanie i odwrócili uwagę ochroniarzy. Dzięki temu Baumgartner wspiął się z platformy obserwacyjnej na trzymetrowej wysokości ogrodzenie zabezpieczające. Ale to jeszcze nie koniec.

Austriak musiał jeszcze skoczyć z wysokości czterech metrów na półeczkę. Upadek okazał się bolesny, Baumgartner zwichnął kostkę. Nie poddał się jednak i stamtąd runął w dół. Jeszcze tylko otwarcie czaszy spadochronu i szczęśliwe lądowanie.

Ale na dole nie czekały na Baumgartnera kwiaty i uściski dłoni. Wypatrywali go tajwańscy policjanci. Bo takie skakanie z wieżowców jest nielegalne. Jednak Austriak okazał się sprytniejszy od pościgu. Pod kombinezonem, w którym skakał, miał zwyczajne ubranie. Po wylądowaniu błyskawicznie zdarł kombinezon i wmieszał się w tłum na ulicy.

Felix Baumgartner, nazywany Nieustraszonym Felixem czy Bogiem Niebios, zasłynął między innymi skokiem z Petronas Tower w Kuala Lumpur z wysokości 451 metrów.

Zobacz wideo ...