Na oczach całej Ameryki Givens wyspowiadał się w programie telewizji ABC. Na początku lat 80. ubiegłego stulecia był zwykłym strażnikiem więziennym w stanie Wirginia. Wtedy władze zaproponowały mu, by został katem. Zgodził się bez wahania, choć nie dostał nawet kilku dolarów podwyżki.

"Wierzyłem w sens kary śmierci, w to, że może ostraszać potencjalnych zabójców" - mówi. Bez trudu przypomina sobie pierwszą swoją egzekucję. "To był facet, który podczas napadu rabunkowego zabił kobietę. Bałem się, że popełnię jakiś błąd i usmażę go na krześle elektrycznym. Wszystko poszło jednak gładko" - wspomina.

Na początku Givens zabijał skazańców na krześle elektrycznym, później wstrzykiwał im truciznę. W sumie przeprowadził na tamtem świat 62 złoczyńców. Przed każdą egzekucją każdemu ścinał włosy. "Z każdym się modliłem i każdego namawiałem, by w ostatniej chwili życia prosił Boga o wybaczenie" - mówi. Givens dziś niczego nie żałuje. "To była moja praca. Ręka nigdy mi nie zadrżała, ale zawsze starałem się oszczędzić skazańcom cierpień. Nie byłem zimnym mordercą, sadystą" - przekonuje.

Dziś jednak nie ma tak silnej, jak kiedyś, wiary w sens kary śmierci. "Gdyby sędziowie byli także katami, każdy z nich zastanowiłby się dwa razy, zanim wysłałby kogoś na szafot" - mówi Givens. Od siedmiu lat nie jest już katem. Pracuje jako kierowca ciężarówki.