- powiedział Łukaszenka na spotkaniu z Siergiejem Lebiediewem, szefem misji obserwacyjnej z krajów Wspólnoty Niepodległych Państw.
- dodał. Zapewnił, że problemy z internetem nastąpiły "nie z inicjatywy władz".
Łukaszenka wyraził przekonanie, że na Białoruś wywierana jest presja "z różnych stron" i wymienił Polskę i Czechy. Powołał się na fakty, o których - jak zapewnił - poinformowano go w poniedziałek rano. - powiedział, wymieniając Czechy; z tego kraju - dodał - "kierują naszym zjednoczonym sztabem".
- oświadczył.
Prezydent Białorusi wyraził przekonanie, że nie jest to polityka prowadzona przez państwa, natomiast mówił o ludziach, którzy osiedli w Polsce "i też zaczynają pociągać za sznurki" i osobach, które przyjechały z Ukrainy. Również z Rosji "niestety, napłynęła pewna ilość ludzi" - dodał.
Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz pytany na konferencji prasowej o zarzut Łukaszenki wobec Polski, podkreślił, że "to nie jest jednoznaczna wypowiedź".
.
- mówił Czaputowicz.
Demonstracje protestacyjne i starcia z milicją wybuchły w Mińsku po ogłoszeniu wyników oficjalnego badania exit poll, według którego w niedzielnych wyborach prezydenckich zwyciężył obecny szef państwa Alaksandr Łukaszenka uzyskując blisko 80 proc. głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska mniej niż 10 proc. głosów. Demonstracje odbyły się także w kilku innych miastach Białorusi.