Dziennik Gazeta Prawana logo

Terroryści chcą zabijać w Pekinie

5 lipca 2008, 18:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Elita sportowców całego świata nerwowo odlicza dni do rozpoczęcia igrzysk olimpijskich w Pekinie. Tymczasem czołowy chiński urzędnik bezpieczeństwa przyznaje, że terroryści chcą sabotować igrzyska. Powagi zagrożenia tłumaczyć nie trzeba - zwłaszcza zważywszy, że komunistyczni urzędnicy nigdy nie byli wylewni. W dodatku kraj nawiedziła ogromna plaga szarańczy, a wybrzeża zniknęły pod setkami tysięcy ton glonów.

Chinczycy wykładają karty na stół - zagrożenie terrorystyczne jest, i to bardzo poważne. Dlatego władze tego najludniejszego kraju świata robią wszystko, by zapobiec masakrze, jaka może się rozegrać na żywo, dosłownie na oczach całego świata.

"Im bliżej do igrzysk w Pekinie, wszystkie rodzaje anty-chińskich i wrogich sił intensyfikują wysiłki by zakłócać i sabotować przebieg imprezy na wszystkie możliwe sposoby" - przyznał Yang Huanning, wiceminister bezpieczeństwa publicznego. Potwierdził tym samym obawy chińskich przywódców, którzy zainwestowali w igrzyska nie tylko państwowe pieniądze, ale i cały kapitał polityczny.

Inny czołowy urzędnik sektoru bezpieczeństwa, Meng Hongwei, przedstawił kilka dni temu trzy główne zagrożenia, z jakimi muszą zmierzyć się władze. Mowa o międzynarodowym terroryzmie, ruchach separatystów dążących do niepodległości ich regionów i "poważnej przestępczości".

Dlatego Chiny nie czekają z założonymi rękoma. Wyraźnie zaostrzono warunki przyznawania wiz, przez co już dziś widać wyraźny spadek zainteresowania turystów wizytami w kraju. Chiny wprowadziły też nowe antynarkotykowe sankcje w miastach, w których rozegra się sportowa rywalizacja. "Financial Times" donosi, że dobiega końca instalacja systemu rakietowej ochrony przeciwlotniczej w okolicy Pekinu.

Po ulicach głównych miast, zwłaszcza w stolicy, zaroiło się od uzbrojonych po zęby policjantów. Poruszają się oni Segwayami, czyli popularnymi zwłaszcza na Zachodzie dwukołowymi pojazdami o napędzie elektrycznym. Krytycy tej innowacji zauważają, że konieczność jazdy na stojąco z obiema rękami na kierownicy sprawia, że w razie zamachu policjanci nie zdążą odpowiednio zareagować.

Również natura wyraźnie nie sprzyja organizatorom. Niektóre regiony jeszcze długo nie wrócą do normalności po gigantycznym trzęsieniu ziemi, w którym zginęło ponad 69 tysięcy ludzi. W tym roku Chiny zmierzyły się też z wielką powodzią i najgorszymi burzami śnieżnymi od 50 lat. Tymczasem Chińczyków nawiedziła już kolejna plaga - szarańcza.

W prowincji Wewnętrzna Mongolia 33 tysiące ludzi uwijają się jak w ukropie, by zlikwidować roje szarańczy. Owady zniszczyły już blisko 1,3 miliona hektara pól uprawnych. W dodatku są coraz bliżej Pekinu - nawiedzone tereny dzieli zaledwie 430 kilometrów od stolicy.

Jakby tego było mało, blisko dziesięć tysięcy ludzi musi uczestniczyć w czyszczeniu wybrzeża morskiego w pobliżu miasta Qingdao, które zniknęło pod setkami tysięcy ton rozkładających się alg. Dotychczas z plaż i wody ściągnięto już 290 tysiecy ton glonów, a końca pracy nie widać. Jednak władze miasta obiecują: zdążymy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj