Atak na dziennikarza Jacoba Kornbluha odbił się szerokim echem w amerykańskich mediach. Jak informował dziennik „USA Today” powiedział on, że został "brutalnie zaatakowany, uderzony w głowę i kopnięty przez wściekły tłum złożony z setek członków społeczności”. Nazwano go "nazistą” i "Hitlerem”.

Reklama

Według lokalnej telewizji NY1, zdaniem Kornbluha, zajście zainicjował aktywista Heshy Tischler, który nakazał ludziom zaatakować reportera. Tischler uważa, że wzrost liczby przypadków koronawirusa to mistyfikacja.

W chwili, gdy pan Tischler podszedł do mnie i przyszpilił mnie do ściany, bez maski, plując na mnie, poczułem, że (…) cała ciężka praca, którą włożyłem od marca, dla bezpieczeństwa mojego i mojej społeczność jest w tym momencie doszczętnie unicestwiona - zaznaczył Kornbluh.

Twittował później, że został "uratowany przez bohaterskich policjantów i kilku przywódców społeczności”, którzy wyciągnęli go z tłumu.

O zajściu pisał także m.in. „Washington Post”.

Byli to członkowie mojej własnej społeczności z nienawiścią w oczach, wskazujący na mnie palcem, nazywający mnie nazistą, mówiąc, że zasługuję na śmierć – przytoczył wypowiedź dziennikarza waszyngtoński dziennik.

W niektórych częściach dzielnic Brooklyn i Queens, gdzie nastąpił znaczący wzrost zakażeń, władze wprowadziły rygorystyczne przepisy mające zapobiec rozprzestrzenianiu Covid-19, w tym zakaz dużych zgromadzeń. Wywołało to sprzeciw setek ortodoksyjnych Żydów. Palili oni maseczki i chodzili z flagami popierającymi kampanię wyborczą prezydenta Donalda Trumpa.

W Borough Park na Brooklynie tłum złożony zwłaszcza z młodych mężczyzn otwarcie przeciwstawiał się rozporządzeniom gubernatora Andrew Cuomo. Na najbardziej zainfekowanych obszarach objętych tzw. czerwoną strefą od czwartku restauracje mogą przyjmować zamówienia i serwować posiłki tylko na wynos. Zgromadzenia, w tym religijne są ograniczone do 25 proc. miejsc i najwyżej do 10 osób. Zamknięte są biznesy mniej istotne dla gospodarki miasta.