Aktywiści twierdzą, że tłum został przepędzony, by Trump mógł pozować do zdjęcia pod kościołem.

Reklama

Zarzuty niepoparte dowodami?

Jak pisze we wtorek "Washington Post", sędzia Dabney Friedrich z Waszyngtonu stwierdziła w wydanej decyzji, że zarzuty ruchu BLM oraz liberalnej organizacji Amerykańskiej Unia Swobód Obywatelskich (ACLU) - były "zbyt spekulatywne" i niepoparte definitywnymi dowodami.

Według tych organizacji demonstrację rozproszono z użyciem pałek i gazu pieprzowego na placu Lafayette'a pod Białym Domem, by zrobić miejsce dla ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa, który pozował do zdjęcia z Biblią przed pobliskim kościołem św. Jana.

Sąd uznał również, że niektórych pozwanych - w tym ówczesnego prokuratora generalnego Williama Barra - przed pozwami cywilnymi chronił immunitet. Sędzia odrzuciła też wniosek o zmuszenie władz do zmiany polityki w sprawie użycia siły wobec protestujących. Jednocześnie pozwoliła na dalsze dochodzenie roszczeń wobec policji przez protestujących poszkodowanych w trakcie rozpędzania demonstracji.

Reklama

Niezadowolenie z wyroku

Przedstawiciel ACLU Scott Michelman wyraził niezadowolenie z wyroku.

"Zgodnie z decyzją (sądu) plac Lafayette'a jest teraz strefą wolną od konstytucji" - napisał działacz w oświadczeniu. "Dzisiejsza decyzja w praktyce daje władzom federalnym zielone światło przeciwko demonstrantom, jeśli przedstawiciele tych władz stwierdzą, że chronią w ten sposób bezpieczeństwo narodowe. (...) To praktycznie stawia federalnych przedstawicieli ponad prawem" - dodał.

W ubiegłym tygodniu inspektor generalny ministerstwa ds. zasobów wewnętrznych ocenił w raporcie, że oddziały policyjne wysłane do oczyszczenia Parku Lafayette'a z demonstrantów postępowały według wcześniejszych planów i ich działania nie miały związku z chęcią prezydenta, by publicznie wystąpić pod kościołem św. Jana.

Incydent ten był jednym z najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń podczas ubiegłorocznej fali protestów po śmierci czarnoskórego George'a Floyda w Minneapolis w maju 2020 r. 46-letni Floyd został zabity przez policjanta Dereka Chauvina w trakcie aresztowania pod zarzutem użycia w sklepie fałszywego 20-dolarowego banknotu. Śmierć Floyda rozpętała falę demonstracji i oskarżeń wobec policji o przemoc.

Po wypędzeniu demonstrantów latem 2020 roku z Parku Lafayette'a i późniejszej próbie obalenia pomnika b. prezydenta Andrew Jacksona, teren ten został później zamknięty dla publiczności na prawie rok.