– napisał w komentarzu dla portalu Naviny.by analityk Alaksandr Kłaskouski.
e – wskazał Kłaskouski.
Podczas trwającej rekordowe 8 godz. i 15 min. konferencji prasowej, która miała potwierdzić świetną formę Łukaszenki, wielokrotnie padły oskarżenia pod adresem Zachodu, Ameryki i jej "lokajów” (którzy mieli inspirować i organizować protesty), a także jasna deklaracja, że białoruski lider ani o jotę nie zamierza odstąpić od swojej dotychczasowej polityki.
Łukaszenka, a w ślad za nim urzędnicy, szefowie struktur siłowych, prorządowi dziennikarze i blogerzy, przekonywali, że protesty były nieliczne i inspirowane z zewnątrz, a przemoc struktur siłowych i tortury - to antybiałoruskie "fejki”.
Większość obywateli chce, by było "jak dawniej” i widzi taką możliwość tylko pod rządami dotychczasowego lidera, którego kocha jak "baćkę”, czyli ojca rodzonego. Według Łukaszenki opozycja w kraju istnieje, ale jest to nie więcej niż pół miliona ludzi, a więc zdecydowana mniejszość.
Równoległa rzeczywistość
– ocenił dziennikarz Radia Swaboda Wital Cyhankou.
– ocenił Cyhankou.
Eksperci zwracają uwagę, że komunikat Łukaszenki dla Zachodu jest niejednoznaczny – z jednej strony apeluje on o to, by "ochłonąć” i usiąść do stołu rozmów, a z drugiej - szantażuje i grozi trzecią wojną światową.
Łukaszenka jasno wskazywał, że w sytuacji zaostrzenia kursu wobec Zachodu i sankcji, główną oporą dla białoruskich władz pozostanie Rosja, a jej rola będzie tylko rosnąć. – powtarzał, a do końca roku zapowiedział podpisanie map pogłębionej integracji w ramach państwa związkowego.
– zapewniał, dodając, że "gołymi rękami nas nie wezmą, a do tego mamy twardy sojusz polityczno-wojskowy z Rosją”.