Chiny gwałtownie rozwijają swoją marynarkę wojenną - informuje CNN. W 2020 flota Pekinu przebiła liczbą jednostek US Navy, a teraz ma 340 okrętów wojennych. W ciągu dwóch następnych lat ma mieć około 400 jednostek. Tymczasem US Navy ma mieć dopiero 345 w 2045. By więc wygrać ewentualne starcie, USA polegają na przewadze technologicznej.

Reklama

Tymczasem Sam Tangredi z katedry Wojen Przyszłości w US Naval War College i emerytowany kapitan US Navy uważa, że to błędne podejście. By to udowodnić, przeanalizował 28 wojen morskich od czasów starożytnych. Jego zdaniem, przewaga liczbna Chin zrównoważy technologiczną. "Wszystkie poprzednie wojny wygrywała strona liczniejsza. A jeśli siły były równe, to decydowały umiejętności dowódców. Często też te elementy się łączyły - dowodzenie dużą flotą wymaga bowiem odpowiedniego szkolenia i jest wskaźnikiem jakości dowódców" - napisał Tangredi.

Tangredi nawiązuje do historii wojen

Powołuje się na przykłady z historii. "Francuskie okręty wojenne były lepszej konstrukcji i bardziej zaawansowane niż brytyjskie, jednak to liczba angielskich jednostek powstrzymała Napoleona od inwazji na Anglię" - tłumaczy. Nawiązuje też do II wojny światowej na Pacyfiku - "Japonia rozpoczęła wojnę, będąc bardziej zaawansowana technologicznie niż USA - świadczą o tym choćby myśliwce Zero czy torpedy Długa Lanca" - wyjaśnia ekspert. "Jednak to potęga amerykańskiej zbrojeniówki i wielkość US Navy zadecydowały o zwycięstwie" - pisze.

Prace Tangrediego chwalą inni eksperci. Jego badania to dobry sposób, by wykorzenić głupie podejście, że w wojnach morskich nie liczy się liczba jednostek - tłumaczy CNN Alessio Patalano, profesor wojny i strategii w londyńskim King's College. W wojnie morskiej liczy się uzupełnienie strat, co jest łatwiejsze dla większej floty.