Rosja przeniosła do Bachmutu dużą liczbę żołnierzy po wycofaniu się Grupy Wagnera. Na okupowanych terytoriach południowej Ukrainy żołnierzy po prostu brakuje. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie poinformowało jeszcze, ilu byłych najemników Wagnera podpisało kontrakty z armią.

Reklama

W ubiegłym tygodniu ukraiński wywiad poinformował, że "jest mało prawdopodobne", by Wagnerowcy pojawili się ponownie na polu bitwy w znaczącej liczbie.

Więcej skazańców trafi na front

W wywiadzie dla rosyjskich mediów Prigożyn powiedział, że przez kilka miesięcy walk o Bachmut stracił tam ok. 20 tysięcy żołnierzy, w tym około połowę rekrutowanych z więzień. Ukraiński wywiad nie spodziewa się, że odejście Grupy Wagnera zmieni przebieg wojny, zauważa jednak, że Putin jest zdeterminowany, by uniknąć ogłoszenia pełnej mobilizacji do armii. A to oznacza, że w nadchodzących tygodniach Rosja prawdopodobnie wyśle więcej Czeczenów i więcej skazańców na linię frontu.

Dotąd nie wiadomo, ilu dodatkowych żołnierzy z Czeczenii mógłby zaoferować Ramzan Kadyrow. On sam oświadczył we wpisie w serwisie Telegram, że już obecnie na Ukrainie jest 7 tysięcy żołnierzy, kolejne 2,5 tysiąca jest w trakcie szkoleń dla dwóch nowych pułków Ministerstwa Obrony Rosji.

Bunt Prigożyna

Reklama

Wieczorem 23 czerwca szef Grupy WagneraJewgienij Prigożyn oskarżył rosyjskie ministerstwo obrony o atak na jego formację. Zapowiedział "marsz sprawiedliwości" na Moskwę. Dodał, że wagnerowcy, których liczbę określił na 25 tysięcy "zamierzają to rozwiązać". Rosyjskie ministerstwo obrony określiło zarzuty Prigożyna jako "prowokację", a przeciw samemu Prigożynowi wszczęto postępowanie, dotyczące "zorganizowania wojskowego zamachu stanu". Władimir Putin nazwał marsz Prigożyna "ciosem w plecy".

Ostatecznie, po rozmowie z Alaksandrem Łukaszenką Prigożyn odwołał marsz na Moskwę, a jego siły - jak donoszą media - przygotowują się do przeniesienia na Białoruś.