Według Maliuka, SBU zaczęła planować atak na most niemal od pierwszych dni rosyjskiej inwazji na pełną skalę. Most był pożądanym celem ze względu na to, że stanowi główną drogę zaopatrzenia wojskowego z kontynentalnej Rosji na okupowany półwysep, ale także - jak przyznał Maliuk - ze względu na "wartość propagandową udanego ataku" na jeden z ulubionych projektów Putina.

Reklama

Jak opowiadał szef SBU podczas narad ustalono, że do zniszczenia mostu potrzebna będzie duża ilość materiałów wybuchowych i rozważono wiele możliwości ich umieszczenia na moście. Jedną z sugestii było przetransportowanie materiałów wybuchowych w pociągu towarowym, ale istniało wiele ograniczeń regulujących przewóz towarów przez most. - Szybko stało się jasne - opowiadał szef SBU - że jedyną praktyczną opcją jest załadowanie ciężarówki materiałami wybuchowymi, ukrytymi w sposób, który nie mógł zostać wykryty przez Rosjan przy wjeździe na most.

Zdecydowano, że atak wykorzysta materiał wybuchowy na bazie RDX (heksogen, jeden z silniejszych materiałów wybuchowych kruszących - przyp. red.) odpowiadający ponad 20 tonom trotylu. Początkowo sugerowano ukrycie materiałów wybuchowych w beczkach z ropą, ale istniało niebezpieczeństwo, że zostanie to wykryte przez system kontroli rentgenowskiej ST-6035 zastosowany na moście. Po całej serii prób ostatecznie zdecydowano się na użycie metalowych cylindrów wypełnionych materiałem wybuchowym, które zostały niewykryte przez urządzenie. W środku, oprócz materiału wybuchowego znajdowały się rolki folii polietylenowej, nieszkodliwego materiału o szerokiej liczbie zastosowań.

Kiedy dokonać detonacji?

Maliuk w rozmowie nie ujawnił, w jaki sposób wybrano używaną ciężarówkę i w jaki sposób ładunek dostał się na pokład. Powiedział tylko, że "droga przesyłki z Ukrainy na most była bardzo skomplikowana", a operacja została zakończona "bez udziału zagranicznych partnerów".

Kolejny kłopot polegał na pokonanie zagłuszarki systemu GPS, zainstalowanej na moście przez Rosjan. Chodziło o to, by zapewnić, że detonacja nastąpi "mniej więcej na środku mostu". Maliuk mówił o tym dość niejasno, ale wspomniał, że ładunek był "pod ciągłym nadzorem" za pomocą kamer podczas całej podróży.

Wasyl Maliuk, szef SBU / PAP Archiwalny / ROMAN PILIPEY

"To było uczucie nie do opisania"

Napięcie było ogromne. Kiedy doszło do wybuchu, to było uczucie nie do opisania. Krzyczeliśmy głośno… - powiedział Maliuk, który osobiście zaplanował i nadzorował operację specjalną.

W następstwie ataku Moskwa aresztowała 22 osoby, z których wszystkie, według szefa SBU, robiły tylko to, co zazwyczaj robią. - To byli zwykli rosyjscy przemytnicy - ujawnił Maliuk. Niektóre z tych osób pozostają w areszcie prawie rok po całej operacji.

Co według Moskwy się stało?

Rosja natychmiast zakwalifikowała incydent jako atak terrorystyczny, który przypisała ukraińskiej agencji wywiadu wojskowego (HUR). Władimir Putin w celu zbadania sprawy powołał specjalną komisję, w skład której brali udział przedstawiciele Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych, Ministerstwa Transportu, FSB, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Gwardii Narodowej.

W ciągu kilku dni FSB zebrała garstkę podejrzanych i opublikowała zdjęcia, które pokazywały ciężarówkę biorącą udział w ataku. Ciężarówka była dwukrotnie kontrolowana. Fizycznie - w Tamanie, mieście położonym najbliżej rosyjskiej strony mostu, a następnie za pomocą prześwietlenia przy wjeździe na most. Zdjęcie rentgenowskie, według rosyjskich mediów powołujących się wówczas na FSB, pokazało materiały wybuchowe ukryte wśród palet załadowanych rolkami folii z tworzywa sztucznego.

Rosyjskie śledztwo wykazało, że w ataku użyto 22,7 ton materiałów wybuchowych znajdujących się na 22 paletach. Zdaniem Rosjan przesyłka została załadowana w Odessie na początku sierpnia 2022 r. W miejscach obu kontroli wykazano zaniedbania personelu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo.