Dziennik Gazeta Prawana logo

140 dni niewoli w Korei Północnej

2 września 2009, 11:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Tak, przekroczyłyśmy granicę z Koreą Północną, ale tamtejsi strażnicy graniczni zatrzymali nas już na terytorium Chin - piszą Euna Lee i Laura Ling, dwie amerykańskie dziennikarki skazane przez reżim w Phenianie na 12 lat łagru, po czym uwolnione 4 sierpnia dzięki staraniom Billa Clintona.

Urodzona w Korei Południowej Euna i Laura, Amerykanka chińskiego pochodzenia, pracujące dla należącej do byłego wiceprezydenta USA Ala Gore'a Current TV, przerwały milczenie. Na razie nie chcą jednak opisywać szczegółów ze swojego 140-dniowego pobytu w północnokoreańskim więzieniu. "Wiemy, że ludzie chcieliby usłyszeć o naszych doświadczeniach z niewoli. To co opisaliśmy jest tym, na co jesteśmy przygotowane - " - tłumaczą reporterki.

32-letnia Laura i jej o cztery lata starsza koleżanka przygotowywały materiał o uciekinierach z totalitarnego kraju, którzy z narażeniem życia uciekają do Chin przez zieloną granicę. 17 marca o świcie ich przewodnik zaprowadził ich i producenta Mitcha Kossa nad graniczną rzekę Tumen, obiecując pokazanie, którędy dokładnie wiedzie .

W pewnym momencie . Na granicy nie było ani słupów granicznych, ani płotu. Po chwili wahania reporterzy zgodzili się przejść na stronę koreańską. Z daleka widać było wioskę, z której uciekinierzy podejmują próby ucieczki z kraju. W tym momencie strach pracowników Current TV przed wpadnięciem w ręce funkcjonariuszy reżimu stał się tak silny, że zdecydowali się zawrócić.

Dokładnie na środku rzeki usłyszeli krzyk. Gonili ich dwaj koreańscy żołnierze. Reporterzy usiłowali uciec; Kossowi i chińskiemu przewodnikowi się udało, kobiety zostały dogonione. "Próbowaliśmy , ale dla zdeterminowanych żołnierzy nie był to problem" - piszą dziennikarki.

Reporterki spędziły w niewoli 140 dni, a w perspektywie miały spędzenie (dwóch za nielegalne przekroczenie granicy i dziesięciu za "wrogie działania"). Sąd skazał je na taką karę po trzydniowym procesie. Przez część aresztu były rozdzielone; na szczęście udało im się - dzięki nieuwadze strażników - zniszczyć notatki i taśmy, które mogłyby zdradzić ich informatorów wśród północnokoreańskiej diaspory. "Trudno nam adekwatnie wyrazić emocje dotyczące naszego wypuszczenia. W jednej chwili szykowaliśmy się do wysłania do obozu pracy, bojąc się, że znikniemy i nikt więcej o nas nie usłyszy. W kolejnej wprowadzono nas do pokoju, w którym był Prezydent Clinton, który powitał nas i powiedział, że jedziemy do domu" - opisują chwilę ułaskawienia przez Kim Dzong-ila.

Euna i Laura żałują, że dały się przekonać przewodnikowi do przekroczenia rzeki granicznej; tym bardziej, że . "Nie spędziliśmy na północnokoreańskiej ziemi więcej niż minuty, ale tej minuty głęboko żałujemy" - napisały dziennikarki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj