"Czyżby warszawscy ustawodawcy nie mieli się za co pokajać przed wieloma milionami mieszkańców Rzeczpospolitej, którzy znaleźli się w jej granicach na skutek zagarnięcia przez Polskę ich ziem podczas wojny 1919-1920? I wobec których państwo prowadziło w latach 1920-1930 tak bezwzględną politykę polonizacji, że do 1939 r. została zamknięta ostatnia białoruska szkoła! Czy za dziesiątki (!) karnych ekspedycji przeciwko mieszkańcom i za wiele tysięcy osób, które +przeszły+ przez obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej, też nie trzeba przepraszać?" - kontynuuje autor Oleg Buchowiec.

Reklama

Dziennik pisze, że w "starej" Unii Europejskiej potrafiono po II wojnie światowej wypracować sposoby nauczania historii wolne od negatywnych stereotypów narodowych. "Niezbędnym elementem takiej praktyki jest historyczna samokrytyka. Być może nadszedł czas na analogiczną pracę nad historycznymi błędami także w <nowej> Europie?" - kończy gazeta.

Polski Sejm przyjął 23 września uchwałę upamiętniającą agresję Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku. Sejm podkreślił, że armia ZSRR weszła tego dnia na terytorium Polski "bez wypowiedzenia wojny", "naruszając jej suwerenność i łamiąc zasady prawa międzynarodowego". "Polska padła ofiarą dwóch totalitaryzmów: nazizmu i komunizmu" - głosi uchwała.

Wskazując na represje wobec polskich obywateli na wschodnich terenach II Rzeczypospolitej po wkroczeniu Armii Czerwonej, w tym na zbrodnię katyńską, Sejm zauważył, że "polski los podzieliło wiele innych narodów" tego regionu. Dodał: "archipelag Gułag pochłonął miliony istnień ludzkich wszystkich narodów w tym wielu obywateli ZSRR. Organizacja systemu, długotrwałość i skala zjawiska nadały tym zbrodniom, w tym zbrodni katyńskiej, znamiona ludobójstwa".

"Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stoi na stanowisku, że pojednanie polsko-rosyjskie wymaga poszanowania prawdy historycznej. Nie wolno jej przemilczać ani nią manipulować" - podkreślili w uchwale posłowie.