Wnuk dyktatora domagał się przeprosin, odwołania nieprzychylnych Stalinowi ocen, a także 10 mln rubli (322 tys. dolarów) jako zadośćuczynienia za krzywdy moralne.

Reklama

Sala przyjęła werdykt brawami. Ktoś zawołał nawet, że orzekająca w tej sprawie sędzina Łopatkina przejdzie do historii demokracji w Rosji.

Końcówka posiedzenia sądu miała dramatyczny przebieg. Tuż przed ogłoszeniem orzeczenia straż sądowa nagle poprosiła wszystkich o szybkie opuszczenie sali. Pomieszczenie zostało następnie przeszukane. Wchodzących z powrotem na rozprawę skontrolowano. Strażnicy nie potwierdzili, ale też nie zaprzeczyli, że był to alarm bombowy.

Sprzeciw 73-letniego Dżugaszwilego wywołał artykuł "Beria wyznaczony na winnego", zamieszczony w kwietniu przez "Nową Gazietę" i dotyczącymordu NKWD na polskich oficerach w 1940 roku. Tekst ukazał się w cyklu "Sąd nad Stalinem", opublikowanym w "Prawdzie Gułagu" - dodatku do "Nowej Gaziety", redagowanym we współpracy z Memoriałem, organizacją pozarządową dokumentującą stalinowskie zbrodnie.

Autorem publikacji jest Jabłokow, który w latach 1990-94 kierował śledztwem katyńskim. To on w aktach dochodzenia określił mord w Katyniu jako zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciwko ludzkości, a za winnych uznał Stalina i jego towarzyszy z Politbiura oraz NKWD.

Według Dżugaszwilego obraźliwe dla jego dziadka jest stwierdzenie, że był on "krwiożerczym ludojadem". Nie zgadza się on też z oceną, że Stalin i jego czekiści "są złączeni wielką krwią, ciężkimi zbrodniami, przede wszystkim wobec własnego narodu". Dżugaszwili protestuje ponadto przeciwko konstatacji, że "Stalin i członkowie Politbiura WKP(b), którzy podjęli obowiązkową do wykonania decyzję o rozstrzelaniu Polaków, uniknęli moralnej odpowiedzialności za tę ciężką zbrodnię".