Zdaniem Bendyka, wokół Unii Europejskiej jest trochę emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. - Potencjał mobilizowania nastrojów eurosceptycznych było już widać w protestach rolników. Można się spodziewać, że PiS i Konfederacja będą się starały na tym budować. Widać, że i Donald Tusk podąża troszkę tym tropem, rozwijając – zaskakującą dla wielu – narrację, w której pokazuje dystans do decyzji podejmowanych na forum Unii - mówi publicysta.

Reklama

Rząd zaczął podchodzić do unijnej polityki bardziej asertywnie. To nie musi być złe, o ile nie idzie w parze z demagogiczną retoryką i nieprawdziwymi argumentami - dodaje.

Polska płatnikiem netto

Bendyk przypomina w rozmowie z DGP, że "zbliża się czas, kiedy Polska stanie się płatnikiem netto do unijnego budżetu, po prostu staniemy się tak bogaci, że dołączymy do klubu najzamożniejszych państw UE". Jak to wytłumaczyć ludziom, tym nastawionym już teraz eurosceptycznie, że warto nadal być w Unii, skoro najważniejszy powód ustał?

Trzeba znacznie intensywniej podkreślać, że rozwój Polski i wzrost zamożności wynika głównie z dostępu do wspólnego rynku, który miał znacznie większe znaczenie niż bezpośrednie transfery. Wszyscy powinniśmy na to zwracać uwagę: politycy, media, organizacje pozarządowe. Zwłaszcza że to uwypukla nasze zasługi – tego, co zarobiliśmy na unijnym rynku, nikt nam nie dał. To efekt naszej pracy - tłumaczy prezes Fundacji im. Stefana Batorego.

Co ciekawe, tego problemu nie mają np. Węgry. Słynący z eurosceptycyzmu premier Węgier Viktor Orbán opowiedział historię o UE nieco inaczej. Nie boi się mówić Węgrom, że dzień, w którym Węgry staną się płatnikiem netto, będzie świętem narodowym. Bo kto płaci za orkiestrę, ten może dyktować, co ma ona grać - mówi Bendyk w DGP.

Więcej na temat wyborów do PE przeczytasz w artykule pod tytułem "Liczy się mobilizacja" autorstwa Marty Rawicz i Marka Mikołajczyka w Dzienniku Gazecie Prawnej>>>