"Panie premierze, otacza się pan zgrają klakierów i hipokrytów..." - tak według portalu niezalezna.pl zaczyna się list desperata do Donalda Tuska.

Reklama

49-letni mężczyzna ujawnia w nim nieprawidłowości w resorcie finansów, którego urzędnicy mieli przymykać oko na przekręty w Urzędzie Skarbowym, w którym wcześniej pracował.

Według portalu niezalezna.pl treści listu wynika, że kompletem dokumentów w tej sprawie ma dysponować Julia Pitera, którą mężczyzna o wszystkim poinformował.

>>>SAMOPODPALENIE W STOLICY. DESPERAT ZOSTAWIŁ LIST DO TUSKA

"W ramach kampanii wyborczej jeździ Pan po kraju i opowiada obywatelom co zrobiliście i co zamierzacie zrobić dla ich dobra. Mam do Pana prośbę, niech pojedzie Pan do miejscowości Tokarnia w powiecie myślenickim i wyjaśni Pan mojej żonie i dzieciom, które tam przebywają dlaczego, nie mają już ojca i powie im, patrząc przy tym głęboko w oczy, że jest to moja wina, a wy zrobiliście wszystko dobrze, zgodnie z prawem oraz poczuciem sprawiedliwości społecznej. Pozdrawiam Pana i życzę dobrego samopoczucia z tego, co do tej pory zrobiliście dla obywateli tego kraju, szczególnie dla mnie i dla mojej rodziny. Dwójka moich wymienionych mogła się w ogóle nie urodzić i jak się szczęśliwie urodzili, to musieliśmy znowu walczyć o ich życie. Wygraliśmy obydwoje, ale ja przegrałem (...) z urzędnikami, którzy stworzyli system..." - publikuje obszerne fragmenty listu portal "Gazety Polskiej".

Mężczyzna sugeruje, że mógł uniknąć zwolnienia z pracy i kłopotów finansowych, gdyby przymknął oczy na działania szefowej Urzędu Skarbowego.

Reklama

Desperat podpalił się pod Kancelarią Premiera w piątkowe przedpołudnie. Uratowali go funkcjonariusze BOR. List do premiera mężczyzna przykleił do ławki w Łazienkach. Miało z niego wynikać, że ma długi i problemy z komornikiem.

Rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego Piotr Dąbrowiecki powiedział, że mężczyzna ma poparzone 50 proc. powierzchni ciała. Są to oparzenia pierwszego i drugiego stopnia. "Z powodu poparzeń dróg oddechowych został zaintubowany, przebywa na oddziale intensywnej terapii. Jego stan jest ciężki, ale obecnie nie ma zagrożenia życia" - dodał.

W związku z tą sprawą premier Donald Tusk przerwał wyborczy objazd po kraju i wrócił już do Warszawy. Tusk - który dowiedział się o tym incydencie, gdy przebywał w województwie zachodniopomorskim - zapowiedział, że chce sprawdzić okoliczności sprawy.