"Do czasu, gdy nie poznałem zony, ustatkowanie mi nie wychodziło" - mówi w rozmowie z "Galą" Zbigniew Ziobro. Dodaje, że jego ukochana jeszcze w okresie narzeczeństwa wypominała mu żartem, że jest kobieciarzem. Sam o sobie mówi, że od dzieciństwa podobały mu się piękne kobiety, i to wbrew woli babci, która widziała go w przyszłości w sutannie. "Pierwsza fascynacja: Brigitte Bardot, potem była Marusia z <Czterech pancernych i psa>. Dzisiaj ideałem urody jest dla mnie żona" - wylicza europoseł PiS.

Reklama

Przyznaje, że od kiedy poznał swa obecną żonę, w jego życiu zmieniło się priorytety. "Przeszliśmy próbę czasu, choć moja żona dziennikarka miała w pracy z powodu znajomości ze mną wiele nieprzyjemności" - stwierdza. I dorzuca, że Patrycja Kotecka o powrocie do telewizji "nie chce słyszeć".

Ziobro mówi też o rodzicielstwie. Choć jego syn przyjdzie na świat dopiero jesienią, pierwsze kłopoty pojawiły się w czasie ciąży. "Na początku ciąży żona miała złe wyniki badań. Przez kilka tygodni leżała, a ja się nią opiekowałem. Musiałem też przejąć obowiązki domowe, które do tej pory były tylko na jej głowie" - opowiada. I zaraz dodaje, że teraz zagrożenia dla ciąży już nie ma.

Europoseł PiS, typowany na następcę Jarosława Kaczyńskiego na czele partii, wyjaśnia, że nie chciał używać swych prywatnych spraw dla celów politycznych. "(...) Nie chcę odwoływać się do polityków, którzy tak grali swoją prywatnością, że aż się zagrali" - stwierdza. I dodaje, że można wskazać wiele znanych osób, które mówiły sobie "tak" w błysku fleszy, a potem spotykały się w sądzie na rozprawach rozwodowych.

Zbigniew Ziobro opowiada też "Gali", jak poznał swoją żonę. Stało się to podczas obrad komisji rywinowskiej, w której wówczas poseł PiS zasiadał. "Szczególną uwagę zwróciłem na Patrycję, kiedy przesłuchiwaliśmy Leszka Millera. Tamtego dnia miałem już tak wszystkiego dosyć... i spojrzałem w kierunku stołu, przy którym siedzieli dziennikarze. Patrycja miała na sobie jakiś niebieski żakiet. Po siedmiu godzinach słuchania i patrzenia na Leszka Millera zobaczyłem, w końcu, piękną kobietę, która się uśmiechała" - wspomina Ziobro. I dodaje, że zdobycie serca ukochanej nie było łatwe. "Nie dała się zaczarować. Początkowo moje rozmaite próby nawiązania kontaktu, czasami dość takie ułańskie, z duża pewnością siebie, odbijały się od muru. Co intrygowało mnie jeszcze bardziej" - opisuje były minister sprawiedliwości.

Reklama

Ziobro wspomina także moment, w którym zdał sobie sprawę, że stracił prywatność. Jak mówi, stało się to w czasie, gdy obradowała komisja rywinowska. Wówczas jeszcze 32-letni poseł PiS wybrał się do "jednej ze znanych dyskotek". "Ochroniarz pilnujący drzwi powiedział: <Pan nie płaci za bilet>. Rozglądam się wokół, sądząc, że koło mnie stoi ktoś inny. (...) Ten sam ochroniarz uznał, że mężczyzna, który przypadkiem wchodził krok za mną, jest moim znajomym, i jego także wpuścił gratis" - opowiada europoseł. Teraz, jak mówi,tańczy z Patrycją Kotecką tylko na "domowych prywatkach".

Pytany o to, jaka funkcja skłoniłaby go do powrotu do kraju, wskazuje posadę Prokuratora Generalnego. Na pytanie o prezydenturę odpowiada: "Najchętniej byłbym sekretarzem generalnym ONZ".