Sprawa dotyczyła słów prezesa PiS, które padły na posiedzeniu sejmowej komisji śledczej do spraw Pegasusa w marcu 2024 r. Jarosław Kaczyński mówił wówczas odnosząc się do Brejzy: "Znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw". W tej sprawie Sejm uchylił Kaczyńskiemu immunitet w marcu zeszłego roku.

Sąd uznał, że prezes PiS dopuścił się zarzuconego czynu, ale ma on znikomą szkodliwość społeczną. Sprawa została umorzona.

Jarosław Kaczyński przed sądem

W listopadzie ubiegłego roku Jarosław Kaczyński wyjaśniał przed sądem, że był zobowiązany przez komisję śledczą do przedstawienia wszystkiego, co wie w danej sprawie. Powiedział, że jako wicepremier zajmujący się m.in. kwestiami bezpieczeństwa uzyskał informacje, że Krzysztof Brejza podjął "działania bezprawne" i "moralnie odrażające".

Reklama

Proces zakończył się 13 stycznia. Po wysłuchaniu mów końcowych sędzia Tomasz Trębicki oznajmił, że ze względu na złożoność sprawy ogłoszenie wyroku zostaje odroczone do 27 stycznia.

Reklama

Obrona prezesa Prawa i Sprawiedliwości, reprezentowana przez mecenasa Bogusława Kosmusa, argumentowała, że Kaczyński był przymuszony do wypowiedzenia się przez posłów komisji. Podkreślono, że jego działanie wynikało z poczucia obowiązku prawnego.

Brejza o "brutalnej kampanii zniesławień"

Krzysztof Brejza uważał jednak, że oskarżenia Kaczyńskiego były elementem "brutalnej kampanii zniesławień", które zaszkodziły jego reputacji. Podczas procesu zaznaczył, że niezależnie od werdyktu, oskarżenia wpłynęły na jego publiczny wizerunek, wywołując negatywne odbicie w opinii społecznej.