Dziennik Gazeta Prawana logo

Przedwojenne papiery pogrążą rząd?

1 lutego 2010, 13:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rząd idzie na wojnę z przedwojennymi spółkami, które wznawiają swoje istnienie i żądają zwrotu znacjonalizowanego majątku. Bronią ma być nowelizacja ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym, która utrudni rejestrowanie takich firm i podda ich działania ścisłej kontroli.

Według ustaleń DGP projekt jest efektem poufnego raportu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który trafił do wszystkich ministrów. - Wynika z niego, że wskrzeszanie przedwojennych firm to zorganizowany proceder. Jeśli czegoś nie zrobimy, państwo może stracić na tym dziesiątki miliardów złotych - mówi DGP jeden z adresatów raportu.

Rządowa nowelizacja ustawy o KRS zakłada, że sędzia musi zbadać, czy okaziciel akcji przedwojennych firm ma do nich faktyczne prawa np. wynikające ze spadku. - Dziś sędzia KRS dba tylko o formalną stronę, jest trochę jak notariusz. Czasem nie ma po prostu innego wyjścia, niż zarejestrować spółkę, która odbyła walne zgromadzenie - wyjaśnia nam wysoki rangą urzędnik resortu gospodarki. Projekt wprowadza również szerokie uprawnienia dla prokuratorów, którzy będą mogli kontrolować działania odrodzonych firm. Także tych już wcześniej zarejestrowanych.

- Dziś zajmujemy się około 150 wnioskami od różnych podmiotów. Wśród nich są takie, które wznowiły swoją działalność w oparciu o papiery wartościowe zdobyte w niejasnych okolicznościach - opowiada nam dyrektor biura oceny legalności decyzji nacjonalizacyjnych w ministerstwie gospodarki Monika Studzińska.

Jedna ze spraw dotyczy przedwojennej korporacji Giesche SA. W momencie wybuchu II wojny światowej znajdowała się w rękach amerykańskiego kapitału. Należała do niej blisko jedna trzecia terenu dzisiejszych Katowic, w tym m.in zabytkowe osiedle Giszowiec, kopalnie i dziesiątki nieruchomości na całym Śląsku.

Pod przedwojenną nazwą Giesche SA wznowiła swoją działalność pięc lat temu. Ze śledztwa DGP wynika, że jej założycielom wystarczyły do tego akcje kupione od znanego kolekcjonera papierów wartościowych Ryszarda Kowalczuka. - Zawierając umowę o sprzedaży zaznaczyłem, że mają one jedynie wartość historyczną. Sam je kupiłem w latach 80-tych na warszawskim Kole. Pewnie wypłynęły z archiwów ministerstwa finansów - wyjaśnia Kowalczuk w rozmowie z DGP. - Takich historii są dziesiątki. Stoi za tym kilka potężnych kancelarii prawnych, które wyspecjalizowały się w tej metodzie, do perfekcji wykorzystują luki w prawie - mówi wysoki rangą oficer ABW, która pod nadzorem prokuratury w Tarnobrzegu prowadzi śledztwo w sprawie Giesche SA.

Gdyby działało już nowe prawo, taka sytuacja nie byłaby możliwa. Prawo do reaktywowania Giesche SA mieliby jedynie spadkobiercy właścicieli, a więc m.in. rodzina byłego prezydenta USA George'a W. Busha.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj