Feralny autobus prowadziło dwóch kierowców. Zmienili się o godzinie 5. Ten, który prowadził auto w momencie wypadku o godz. 6.30, powinien więc być wypoczęty - pisze "Fakt".
Dlaczego autobus zjechał z drogi? Podobno tuż przed wypadkiem drugi kierowca poprosił kierującego autem o wyłączenie wewnętrznego oświetlenia. Być może to odwróciło jego uwagę i stracił panowanie nad kierownicą - spekuluje gazeta.
Pilot wycieczki w rozmowie z "Faktem" narzeka na kierowcę: "Wyglądał, jakby się na coś zapatrzył. I od początku jechał dziwnie, za bardzo trzymał się prawej strony" - opowiada Wiesław Swatek.
Autobus zahaczył kołami o pobocze, kierowca próbował wrócić na jezdnię, ale się nie udało. "Prawdopodobnie jechał ponad 100 km/h" - mówią przedstawiciel serbskich władz. Piętrowy, czterometrowy neoplan przez 30 metrów siłą rozpędu sunął po trawie. Siła uderzenia 25-tonowego kolosa o ziemię była ogromna. Tylna, prawa część karoserii na górnym pokładzie niemal przestała istnieć.
Właściciel firmy przewozowej Moana z Rudy Śląskiej, która udostępniła autokar, zapewnia, że 2-letni pojazd był sprawny i miał ważne badania techniczne. Ale według policji neoplan ma lat 15. "Został wyprodukowany w 1993 r., a zarejestrowany w 1996 r." - wyjaśnia Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. "Miał sprawdzany system kierowania, hamulce i ogumienie. W dniu wyjazdu z Polski był sprawny" - dodaje.
W jakim naprawdę był stanie? Rodzice dzieci, które wracały z Bułgarii, opowiadali, że wyglądał kiepsko: wycieraczki przyklejone taśmą, plastik połatany silikonem. "Autobus nadawał się tylko na złomowisko" - mówi TVN24 ojciec 14-letniej Karoliny, która wracała autokarem. "Był pomalowany ręcznie pędzlem. Do środka kapała woda. Jak padał deszcz, córka dzwoniła, że w autobusie zmokła".
"Skontrolujemy właściciela autokaru" - zapowiada główny inspektor transportu drogowego Tomasz Połeć. Autokary firmy Moana od 2005 do 2007 roku były przez inspektorów transportu kontrolowane 13 razy. Nie stwierdzono poważnych braków. "Ważność ostatnich badań technicznych autokaru upłynęła 9 lipca. Po tym dniu powinien być ponownie sprawdzony. Na razie nie wiemy, czy tak się stało" - mówi "Faktowi" Alwin Gajadur z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
Numer rejestracyjny autokaru używanego za granicą musi być zgłoszony do Biura Obsługi Transportu Międzynarodowego. Tymczasem wniosek o takie zgłoszenie wpłynął do GITD dopiero po wypadku. "Jeśli pojazd firmy Moana po raz pierwszy wyruszył za granicę, nie doszło do nieprawidłowości, bo na zgłoszenie ma 14 dni od momentu wyjazdu. Gdyby się okazało, że autokar wcześniej jeździł poza teren Polski, to będzie oznaczać, że przewoźnik działał niezgodnie z przepisami" - tłumaczy Gajadur.