Po wypadku polskiego autokaru w Serbii zapanował chaos. Bliscy urlopowiczów, którzy wracali z Bułgarii, wychwytują strzępy informacji. Czekające na wiadomości spod Belgradu rodziny przekazują sobie wieści, takie jak ta - przysłana SMS-em. "Daria się dowiedziała od pana Roberta, że Marzena podobno żyje" - napisała jedna z rannych do męża.
"Daria ma niewielkie zadrapania, Wiolę coś brzuch boli, Basia ma coś w gipsie, Ja mam poharatane plecy od szkła" - napisała dalej kobieta.
Dla wielu bliskich takie SMS-y były jedynym źródłem informacji o rannych w porannym wypadku autokaru pod Belgradem. Zginęło w nim sześć osób.
Przed kopalnią "Ziemowit", której pracownicy z rodzinami pojechali na wycieczkę, przez cały dzien czekali bliscy osób, które jechały autokarem.
Początkowo rodziny nie dostawały żadnych informacji o rannych i zabitych. Mogły liczyć tylko na to, że ktoś czuje się na tyle dobrze i działa mu telefon, by przesłać informacje o ofiarach wypadku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl