Rzecznik talibów poinformował pakistański dziennik "Dawn" o tym, że wieczorem 4 lutego Polak zginie, jeżeli pakistański rząd nie spełni ich żądań. Talibowie domagają się uwolnienia swoich 136 kompanów i wycofania żołnierzy ze swych terytoriów, w zamian zobowiązali się uwolnić pracownika krakowskiej "Geofizyki", Piotra Stańczaka. Jednak czują, że rząd nie potraktował ich poważnie i dlatego zdecydowali się na drastyczny krok.
Polak został uprowadzony 28 września zeszłego roku, gdy podróżował samochodem do jednej ze stacji badawczych w terenie. Napastnicy zastrzelili trzech towarzyszących mu Pakistańczyków, w tym uzbrojonego ochroniarza - po czym uprowadzili w niedostępne tereny pogranicza z Afganistanem.
p
O godzinie 6 rano ok. 100 km na wschód od Islamabadu zostaje porwany 42-letni polski inżynier z Podkarpacia, wykonujący badania sejsmiczne dla jednej z pakistańskich firm paliwowych. Jechał z
dwoma kierowcami i ochroniarzem do pracy przy polowej aparaturze rejestrującej. Towarzyszący mu Pakistańczycy zostali zabici.
Rzecznik pakistańskich talibów Muslim Chan przyznaje, że to oni stoją za uprowadzeniem Polaka. "Nie uwolnimy go, dopóki z więzień nie wyjdą nasi towarzysze schwytani w prowincjach
Swat, Badżaur i Darra" - brzmią żądania porywaczy.
Do redakcji pakistańskiego dziennika "Dawn" porywacze przysłali nagranie, na którym porwany inżynier czytał oświadczenie w języku polskim i angielskim. Apelował w nim do
pakistańskiego rządu o spełnienie żądań porywaczy po to, by ocalić jego życie.
Odbywa się narada w MSZ na temat postępowania w sprawie porwanego Polaka.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że odpowiedzialni za porwanie pakistańscy talibowie przekazali dowody, że przetrzymywany przez nich Polak żyje.
Siostra porwanego inżyniera dostaje list od brata. List datowany jest na 10 października, a mężczyzna pisze: "Nic mi się nie stało, jestem cały i zdrowy".
Prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari otrzymał od prezydenta Lecha Kaczyńskiego list w sprawie uprowadzonego Polaka. Dokument przekazał Zenon Kuchciak. Okazuje się, że Kuchciak nazywany po
uwolnieniu pięciu Polaków porwanych w 1997 roku w Czeczenii nazwany przez prasę "polskim Jamsem Bondem" też ma brać udział w uwalnianiu inżyniera.