On istnieje, tylko jest rozsypany. Przeczytanie bardzo długiej książki jest dla przeciętnego mieszkańca dużego miasta praktycznie niemożliwe. Jego czas wolny jest
rozdrobniony na drobne kawałeczki, godzina jednego dnia, godzina drugiego, chwila w weekend, więc czytanie zajęłoby rok. Dlatego zapracowani mieszkańcy miast słuchają książek na CD w
samochodzie, kiedy stoją w korkach, jadąc do pracy. Komputery, które miały wykonywać za nas pracę, sprawiły, że mamy jej coraz więcej, bo wszystko wykonujemy szybciej, a więc możemy
zrobić więcej. W konsekwencji czas wolny kurczy się. Skracają się weekendy, bo zawsze jest coś do zrobienia w komputerze przyniesionym z pracy, urlopy skracają się do trzech dni czy
pojedynczych tygodni.
Więc Polacy planują czas wolny tak, by robić wszystko naraz. Idą do galerii handlowej, gdzie w jednym miejscu mają możliwość zrobienia zakupów, zabawy z dziećmi, zjedzenia czegoś w
knajpie, spotkania się ze znajomymi, obejrzenia filmu w kinie albo posłuchania koncertu. Wszystko jest spiętrzone w jednym miejscu. Niemcy czy Francuzi żyją inaczej, nasz styl życia bardziej
przypomina amerykański.
Narody, które mają wykształcony od wieków mieszczański kapitał kulturowy, wykorzystują czas wolny na kulturę. Nasz kapitał jest folwarczny, my bardziej potrzebujemy szybkiej rozrywki niż
prawdziwej kultury. W dodatku żyjemy w kulturze okienkowej, wszystko szybko się zmienia, jak w programie Windows. W pracy komputer co kilka minut dostarcza nam nowych informacji, odrywając nas od
tego, co robimy, więc w weekend nie potrafimy skoncentrować się przez dwie godziny na jednym przedstawieniu.
Dla Niemców czy Francuzów czas wolny to świętość, którą przeznacza się także na własne potrzeby duchowe. My jesteśmy wciąż na dorobku, więc w bardzo krótkim czasie chcemy się
nachapać i naprzeżywać jak najwięcej. Nie mamy nawyku, by przeżywać spokojniej.
*prof. Tomasz Szlendak jest socjologiem, współautorem badań ”Raport o stanie kultury miejskiej w Polsce”