Dziennik Gazeta Prawana logo

Pokochaliśmy Lodrolmę

9 kwietnia 2009, 21:45
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Dla 19-letniej Tybetanki Lodrolmy to będą niezwykłe święta. Nie tylko trafiła do polskiej rodziny, ale nawet pojedzie z nią na Wielkanoc do Pińczowa.

. Z zamieszkanej przez tybetańskich nomadów wioski Golok przywiozła je polska buddystka Drolma.

Lodrolma, podobnie jak większość Tybetańczyków, była schorowana, miała gruźlicę i problemy z wątrobą. Najpierw dziewczyna znalazła schronienie u polsko-francuskiej rodziny, a gdy ta wróciła do kraju, zamieszkała u Drolmy. Buddystka szukała jednak dla niej polskiej rodziny. U nas w Międzylesiu wszyscy mówią po tybetańsku, a . A ma braki w wykształceniu, bo u siebie w wiosce uczyła się jedynie matematyki, chińskiego i tybetańskiego - opowiada Drolma.

Buddystka, która traktuje Lodrolmę jak swoją córkę, bardzo się o nią martwi. . Nawet nie przychodzi jej do głowy, że ktoś mógłby ją wykorzystać czy oszukać - tłumaczy. I opowiada, że właśnie z powodu tej naiwności Lodrolma była o krok od nieszczęścia. Wracała razem z Sonam ze szkoły, gdy zatrzymał się koło nich samochód, a kierowca powiedział, że mama prosiła go, by je podwiózł. I Lodrolma natychmiast uwierzyła! Dobrze, że Sonam okazała się trochę bardziej podejrzliwa i nie pozwoliła jej wsiąść do auta - denerwuje się Drolma.

Buddystka martwi się o wszystkie swoje podopieczne. Bo , która po wielu perypetiach dotarła do Warszawy w maju zeszłego roku. Po apelu DZIENNIKA zajęli się nią Katarzyna i Piotr Skopcowie. Gdy do Polski dotarli rodzice Czime, wróciła do nich, a Skopcowie do swojego domu przyjęli 15-letnią Sonam, młodszą siostrą Lodrolmy. To właśnie . Oboje są przyjaciółmi rodziny i często bywają na Sadybie.

, bo Tybetanka, która trafiła do prestiżowego warszawskiego gimnazjum na Raszyńskiej, miała problemy z nauką. Wiedziałam, że nie radzi sobie z matematyką i fizyką, więc postanowiłam jej pomóc. Ona ma bardzo chłonny umysł, szybko się uczy, tylko nikt wcześniej nie miał czasu, by wytłumaczyć jej podstawy, których nie znała - opowiada lekarka. W udzielaniu korepetycji pomagał narzeczony. , a potem również zostawać na noc. Było nam razem tak dobrze, że w końcu zapytaliśmy, czy nie chciałaby z nami zamieszkać. I byliśmy szczęśliwi, gdy zgodziła się - mówi Magda Dudek.

Któregoś dnia dotarło do nas, iż nie chcemy żyć tylko pracą. . Widzieliśmy, że Sonam znalazła fantastycznych ludzi, którzy mogą jej dać bardzo wiele i zrobiło nam się przykro, że jej siotra nie może tego wszystkiego mieć - dodaje Michał Janik.

Magda przekonuje, że decyzja o przyjęciu Lodrolmy była dobrze przemyślna. Spotykaliśmy ją od dawna i . Lodrolma jest inna niż polskie nastolatki. Bardziej dziecinna, ufna i niedoświadczona. Wiemy, w jak trudnych warunkach się wychowała, i chcemy jej dać dzieciństwo, jakiego u siebie w Tybecie nie miała - mówi. Właśnie ze względu na Lodrolmę chcą zamienić mieszkanie na większe, bo teraz mają tylko dwa pokoje.

. Kiedy Michał opowiedział w pracy, że zamierza zaopiekować się 19-letnią Tybetanką, komentarzom nie było końca. Większość tych uwag miała mocno erotyczny podtekst. . Myślę, że większość po prostu nie rozumiała, dlaczego młodzi ludzie biorą obce dziecko na wychowanie. I dopiero kiedy tłumaczyłem, że to coś naprawdę fajnego, odpuścili - wspomina młody prawnik.

Pytany czy narzeczona nie była zazdrosna o dziewczynę, która lada chwila stanie się młodą kobietą, stanowczo zaprzecza. Absolutnie nie. One mają ze sobą fantastyczną relację, są przyjaciółkami - przekonuje.

. W domu wyznaczam jej obowiązki i pilnuje ich wykonania. Lodrolma jest posłuszną dziewczynką, chyba ma taki naturalny szacunek dla starszych. Ale staram się też być jej powiernicą i tłumaczyć jej sprawy, o których ze względu na swoje wychowanie wstydzi się rozmawiać nawet z innymi Tybetankami - opowiada. . Oboje twierdzą, że zdają sobie sprawę, jak poważnym zobowiązaniem jest przyjęcie do domu Tybetanki. Dlatego cały czas bardzo staramy się poznać się nawzajem i akceptować swoje wady i zalety. Poza tym wierzymy, że warto jej pomóc. Fantastyczne jest to, że ta dziewczyna się rozwija i jest szczęśliwa - mówi Michał.

.

. Ale to oni sami proszą mnie, by zabrać dzieci do Polski i umożliwić im lepsze życie - mówi. Te argumentację popiera tybetański mnich Namgyal Puntsok Lama, który właśnie gości w Warszawie. . A poza tym wyjazd sprawia, że stają się bardziej świadomymi Tybetańczykami. Uczą się, czym są demokracja i wolność, a potem marzą o tym samym dla Tybetu - przekonuje mnich.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj