. Z zamieszkanej przez tybetańskich nomadów wioski Golok przywiozła je polska buddystka Drolma.
Lodrolma, podobnie jak większość Tybetańczyków, była schorowana, miała gruźlicę i problemy z wątrobą. Najpierw dziewczyna znalazła schronienie u polsko-francuskiej rodziny, a gdy ta wróciła do kraju, zamieszkała u Drolmy. Buddystka szukała jednak dla niej polskiej rodziny. ”U nas w Międzylesiu wszyscy mówią po tybetańsku, a . A ma braki w wykształceniu, bo u siebie w wiosce uczyła się jedynie matematyki, chińskiego i tybetańskiego” - opowiada Drolma.
Buddystka, która traktuje Lodrolmę jak swoją córkę, bardzo się o nią martwi. ”. Nawet nie przychodzi jej do głowy, że ktoś mógłby ją wykorzystać czy oszukać” - tłumaczy. I opowiada, że właśnie z powodu tej naiwności Lodrolma była o krok od nieszczęścia. ”Wracała razem z Sonam ze szkoły, gdy zatrzymał się koło nich samochód, a kierowca powiedział, że mama prosiła go, by je podwiózł. I Lodrolma natychmiast uwierzyła! Dobrze, że Sonam okazała się trochę bardziej podejrzliwa i nie pozwoliła jej wsiąść do auta” - denerwuje się Drolma.
Buddystka martwi się o wszystkie swoje podopieczne. Bo , która po wielu perypetiach dotarła do Warszawy w maju zeszłego roku. Po apelu DZIENNIKA zajęli się nią Katarzyna i Piotr Skopcowie. Gdy do Polski dotarli rodzice Czime, wróciła do nich, a Skopcowie do swojego domu przyjęli 15-letnią Sonam, młodszą siostrą Lodrolmy. To właśnie . Oboje są przyjaciółmi rodziny i często bywają na Sadybie.
, bo Tybetanka, która trafiła do prestiżowego warszawskiego gimnazjum na Raszyńskiej, miała problemy z nauką. ”Wiedziałam, że nie radzi sobie z matematyką i fizyką, więc postanowiłam jej pomóc. Ona ma bardzo chłonny umysł, szybko się uczy, tylko nikt wcześniej nie miał czasu, by wytłumaczyć jej podstawy, których nie znała” - opowiada lekarka. W udzielaniu korepetycji pomagał narzeczony. , a potem również zostawać na noc. Było nam razem tak dobrze, że w końcu zapytaliśmy, czy nie chciałaby z nami zamieszkać. I byliśmy szczęśliwi, gdy zgodziła się” - mówi Magda Dudek.
”Któregoś dnia dotarło do nas, iż nie chcemy żyć tylko pracą. . Widzieliśmy, że Sonam znalazła fantastycznych ludzi, którzy mogą jej dać bardzo wiele i zrobiło nam się przykro, że jej siotra nie może tego wszystkiego mieć” - dodaje Michał Janik.
Magda przekonuje, że decyzja o przyjęciu Lodrolmy była dobrze przemyślna. ”Spotykaliśmy ją od dawna i . Lodrolma jest inna niż polskie nastolatki. Bardziej dziecinna, ufna i niedoświadczona. Wiemy, w jak trudnych warunkach się wychowała, i chcemy jej dać dzieciństwo, jakiego u siebie w Tybecie nie miała” - mówi. Właśnie ze względu na Lodrolmę chcą zamienić mieszkanie na większe, bo teraz mają tylko dwa pokoje.
. Kiedy Michał opowiedział w pracy, że zamierza zaopiekować się 19-letnią Tybetanką, komentarzom nie było końca. ”Większość tych uwag miała mocno erotyczny podtekst. . Myślę, że większość po prostu nie rozumiała, dlaczego młodzi ludzie biorą obce dziecko na wychowanie. I dopiero kiedy tłumaczyłem, że to coś naprawdę fajnego, odpuścili” - wspomina młody prawnik.
Pytany czy narzeczona nie była zazdrosna o dziewczynę, która lada chwila stanie się młodą kobietą, stanowczo zaprzecza. ”Absolutnie nie. One mają ze sobą fantastyczną relację, są przyjaciółkami” - przekonuje.
. ”W domu wyznaczam jej obowiązki i pilnuje ich wykonania. Lodrolma jest posłuszną dziewczynką, chyba ma taki naturalny szacunek dla starszych. Ale staram się też być jej powiernicą i tłumaczyć jej sprawy, o których ze względu na swoje wychowanie wstydzi się rozmawiać nawet z innymi Tybetankami” - opowiada. . Oboje twierdzą, że zdają sobie sprawę, jak poważnym zobowiązaniem jest przyjęcie do domu Tybetanki. ”Dlatego cały czas bardzo staramy się poznać się nawzajem i akceptować swoje wady i zalety. Poza tym wierzymy, że warto jej pomóc. Fantastyczne jest to, że ta dziewczyna się rozwija i jest szczęśliwa” - mówi Michał.
.
. ”Ale to oni sami proszą mnie, by zabrać dzieci do Polski i umożliwić im lepsze życie” - mówi. Te argumentację popiera tybetański mnich Namgyal Puntsok Lama, który właśnie gości w Warszawie. ”. A poza tym wyjazd sprawia, że stają się bardziej świadomymi Tybetańczykami. Uczą się, czym są demokracja i wolność, a potem marzą o tym samym dla Tybetu” - przekonuje mnich.