Na ul. Wolińskiej, gdzie stoją ruiny spalonego budynku, wznowiono już ruch. Po przeciwnej stronie drogi maluchy bawią się w piaskownicy. Przed płotem dorośli zapalają znicze. Ktoś rozwiesił transparent. Wielki czerwony napis: . - mówi o pogorzelisku mieszkający niedaleko około 50-letni Zbigniew. Widział płonący hotel. - mówi mężczyzna. Spuszcza głowę. Łzy cisną się mu do oczu.
>>> Pogorzelcy mieszkali w ruinie z azbestu
Na pogorzelisku pracuje ekipa ekspertów, czterech strażaków w błyszczących w słońcu hełmach brodzi w popiele. Sprzed budynku zniknęły meble, które udało się uratować ludziom mieszkającym na parterze. Ta część hotelu była murowana. Przetrwała starcie z ogniem. Pierwsze i drugie piętro wybudowane z płyty paździerzowej, styropianu i blachy stało się grobowcem dla wielu. Ktoś postawił przed ruiną wieszak na ubrania. Na nim biała bluza powiewająca na wietrze.
>>> Hotel płonął jak pochodnia. Zginęły dzieci
Z tłumu przed ogrodzeniem każdy znał kogoś, kto ucierpiał w pożarze. Wielu straciło sąsiadów, przyjaciół. - mówi Teresa Zautys z pobliskiego Stuchowa. Razem z mężem zapaliła przy płocie znicze.
Cudem ocaleni to . Uratował ich . Kobieta schroniła się na nim przed ogniem razem z córkami i synem. Na ziemię ściągnęli ją strażacy. Nie spała całą noc. Wciąż wspomina sąsiadów skaczących z okien, wyrzucających dzieci owinięte w kołdry. Szybkimi, urywanymi zdaniami relacjonuje piekło nocnych wydarzeń. "Wszystko pali się wielkim słupem ognia. Wybiegłam na korytarz. Krzyczę: ludzie, uciekajcie! Pali się! Ratujcie się! Złapałam za klamkę, ale była już tak gorąca, że poparzyłam dłoń. W końcu przez okno wydostajemy się. Wpadła podobno budzić sąsiada, potem ratować sąsiadkę, która stała już w ogniu. Narzuciła na nią koc. A potem ogień na nią poszedł. Tamci, których ostrzegła, skoczyli z drugiego piętra, żyją" - kobieta zanosi się płaczem.
>>> Jedynym ratunkiem był skok z okna
Emilia i jej dzieci mieszkają u teściowej. Nie mają nic, ale żyją. - zapowiada kobieta. Przez wiele miesięcy pukała do urzędniczych drzwi. " Pies z kulawą nogą nie chciał zainteresować się nami. Wprowadzili nas do domu, w którym byli też ludzie z eksmisji. Moja sąsiadka Teresa latami czekała na normalne mieszkanie. Teraz nie żyje" - wyrzuca z żalem Emilia.
We wtorek przed południem w Kamieniu spotkał się sztab kryzysowy. Ludzie, którzy stracili dorobek życia, otrzymają . Pogorzelcy, którzy w tej chwili przebywają w jednym z kamieńskich hoteli, mają zostać przeprowadzeni do bardziej komfortowych kwater. Pomoc zaoferowały samorządy z całego województwa. "Gdy tylko poszła w świat wieść o tragedii, ludzie zaczęli masowo zgłaszać się do nas z darami" - mówi Marzena Krakowska-Duda z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kamieniu.