Dzięki odebraniu części działki rodzinie Gmurków , która niemal na całej swej długości jest trzypasmową arterią. Niemal, bo na wysokości działki Gmurków - których nazwisko zna chyba każdy warszawiak - zwęża się do jednego pasa. Dlatego kierowcy widząc wczoraj robotników rozbierających ogrodzenie posesji, nie kryli radości. "Szkoda tylko, że na dokończenie kilku metrów jezdni potrzeba było całego pokolenia" - komentował jeden z nich.
Dlaczego trwało to tak długo? Swoje mieszkanie zamienili niemal w biuro prawne. "Przez prawie ćwierć wieku chodzenia po sądach na pamięć nauczyliśmy się przepisów" - mówi Anna Gmurek.
Legenda tej rodziny sięga Decyzja o rozbudowie wąskiej i dziurawej ulicy Powstańców Śląskich zapadła w 1987 r. Prace postępowały bez zakłóceń, do czasu, gdy jezdnię doprowadzono do domu Gmurków. Choć kolejni burmistrzowie dzielnicy straszyli upartą rodzinę eksmisją, a nawet wywłaszczeniem - . Gmurkowie żądali wysokiego odszkodowania - . Miasto za każdym razem odmawiało, próbując sądownie przejąć grunt. Jednak rodzina za każdym razem odwoływała się od pozytywnych dla urzędników rozstrzygnięć - w sumie przed Naczelnym Sądem Administracyjnym wygrali trzy razy. Efekt - za każdym razem urzędnicy musieli od nowa wszczynać procedurę przejęcia gruntu. A to trwało. Wykorzystując luki w prawie, Gmurkom udało się nawet udowodnić, że spory fragment ulicy wybudowano nielegalnie.
, po tym, jak weszła w życie tzw. specustawa drogowa, która pozwala . Za zabrany teren rodzina ma dostać tylko 500 tys. zł. Jednak Gmurkowie nie chcą przyjąć tych pieniędzy. Zapowiadają, że nadal będą się sądzić.
"Takich przypadków anarchii w ostatnim czasie było w stolicy więcej. A to drogi nie można było budować, bo blokował ją komis, to znowu . W żadnym innym europejskim kraju nie dochodzi do takich sytuacji" - zauważa prof. Jerzy Regulski, jeden z twórców pierwszej reformy samorządowej z 1990 roku.
Jego zdaniem . "Po 1989 roku daliśmy wszystkim prawo do własności, ale nie wzięliśmy pod uwagę, że w niektórych przypadkach ważniejszy jest interes społeczny - typu budowa drogi. Na szczęście dzięki specustawie drogowej to powinno się zmienić" - twierdzi prof. Regulski.
Inni eksperci mówią również o źle funkcjonującej administracji. "System jest niewydolny. Najpierw sprawę rozpatruje wojewoda, potem minister, którego decyzja może być zaskarżona do sądu administracyjnego, gdzie są z kolei dwie instancje. Zanim sprawa przejdzie cały ten proces, mijają lata. W tym czasie dochodzą nowe dokumenty i wszystko znów trzeba zaczynać od nowa" - mówi Andrzej Drozd, adwokat specjalizujący się w sprawach administracyjnych.