>>>"Zetka" traciła słuchaczy, straciła szefa

ANNA NALEWAJK, BARBARA SOWA: Porzuci pan radio dla KRRiT? Podobno Platforma Obywatelska złożyła panu taką prozpozycję?
ROBERT KOZYRA: Jeżeli będę miał takie plany, to na pewno pani powiem. Kiedy DZIENNIK napisał, że być może będę w KRRIT, włączyłem rano komórkę i miałem ze 40 wiadomości od ludzi, którzy nagle sobie o mnie przypomnieli. Pisali "Robert wiesz, że jestem twoim dobrym kolegą. Nie rób tego, bo polityka to bagno". Czytaj: "nie rób tego, bo jak byś był w KRRiT to dostałbym wylewu".

Słabością polskiego rynku mediów jest to, że rada jest zawsze w rękach polityków i to się nigdy nie zmieni. Gdyby tworzyły ją merytorycznie przygotowane do tego osoby, bylibyśmy jako rynek medialny w zupełnie innym, lepszym miejscu. Politycy nigdy nie wypuszczą krajowej rady z rąk, tak jak nie wypuszczą mediów publicznych. To daje im złudne poczucie władzy nad mediami.

Często do pana dzwonią politycy?
Już nie. Przestali. Najbardziej agresywni byli politycy lewicy. Chcieli wpływać na treść. Nie ujawniam swoich poglądów politycznych.

Przestaje pan być prezesem i redaktorem naczelnym Radia Zet. Czy pana przejście do zarządu Eurozetu to porażka, czy awans?
Kieruję Radiem ZET od 14 lat, a to bardzo długo. Na naszym rynku nie ma wiele takich osób, nie licząc przypadków, kiedy prezes jest właścicielem. Nina Terentiew kierowała "Dwójką" 10 lat. Aleksander Myszka był prezesem Polsatu 12 lat. Poza tym ostatnio równolegle robiłem wiele innych projektów. Składałem projekt Chili Zet, zajmowałem się rozmowami z KRRiT, skomplikowanymi zmianami w koncesjach. To jest bardzo ciężka praca.

To była pana decyzja czy zarządu?
Rozmawialiśmy na ten temat przez kilka ostatnich miesięcy. Sam uznałem, że to słuszny krok. Nie można robić kilku rzeczy na raz. A w tym momecnie strategicznie najważniejsze jest dla nas zdywersyfikowanie przychodów. Dlatego będziemy się starali o licencję w konkursie na telewizję cyfrową. Najprawdopodobniej pod koniec czerwca zostanie ogłoszony konkurs. I od tego czasu będziemy mieli 40 dni na złożenie aplikacji o licencje. To bardzo mało czasu. Radio jest medium XX wieku, a internet i multimedia należą do XXI wieku.

Zostawia Pan radio w nie najlepszym momencie. RMF FM zostawiło was w tyle.
Radio ZET ma bardzo stabilną grupę słuchaczy, słucha go prawie 8 milionów ludzi. Historie RMF FM i Radia ZET są zupełnie różne. Andrzej Wojciechowski założył ZET 20 lat temu dla ludzi powyżej 30 lat. Oni mają już dziś około 50 i są poza grupą, do której dziś Radio ZET ma docierać.

Jesteśmy w trakcie transformacji, musimy się odmładzać. A dla wielu młodych ludzi Radio ZET jest radiem ich rodziców. W takim momencie transformacji i balansowania między młodszym i starszym odbiorcą skraca się czas słuchania. To efekt uboczny. Nie należy panikować, należy być konsekwentnym i wiedzieć dokąd się zmierza.

Epatowanie 8 milionów słuchaczy Radia ZET tytułami "Zet is dead?" przez "Przekrój", który w najlepszym przypadku na kilkadziesiąt tysięcy czytelników jest śmieszne. Poza tym fakt, że RMF FM zdobył aż 5 proc. zasięgu w ostatnich miesiącach zbiegło się z uruchomieniem konkursu, w którym słuchacze zamiast "halo" muszą powiedzieć RMF FM.

Badania radiowe robione są podobną metodą. Ludzie są wydzwaniani i pytani, jakiego radia wczoraj słuchali. Taki konkurs z pewnością ma wpływ na wyniki. Te praktyki na rozwiniętych rynkach są zakazane

Skarży się pan na RMF, ale sam nie wymyślił pan czegoś, co by ich powstrzymało?
Namawia mnie pani do działań nieetycznych? Razem z Agorą podnieśliśmy tą kwestię na posiedzeniu Komitetu Badań Radiowych i zwróciliśmy się do Rady Etyki Mediów. Sprawa jest w toku.

Niektórzy z pana byłych i obecnych współpracowników z radia wysyłało sobie sms o treści "yes yes yes", ciesząc się że "kozyrator" odchodzi..
Nie jestem od tego, żeby mnie kochać. Jestem od tego żeby prowadzić firmę. Jak w każdej firmie jedni mnie lubią, inni nie, ale to nie może wpływać na podejmowanie przeze mnie decyzji. Śmieszy mnie sytuacja, gdy dzwoni do mnie dziennikarka i mówi: "Jak Pan się odnajdzie, jak nie będzie miał Pan tytułu prezesa Radia ZET?". A czego pani jest prezesem? - pytam. Niczego - mówi. I jakoś pani żyje.

Jak pan przekonał Andrzeja Woyciechowskiego, żeby powierzył radio 26-latkowi?
Poznaliśmy się, gdy miałem 23 lata. Poprosił mnie, żebym zbudował Radiem ZET w Poznaniu.Zgodziłem się. Po trzech miesiącach okazało się, że poznański biznesmen, który wykładał na to pieniądze, nie miał takich środków, jakie na poczatku deklarowal.

Andrzej zostawił tę spółkę po trzech miesiącach, a ja zostałem sam. Miałem 23 lata i całą spółkę z 30 pracownikami na głowie. Nie było pieniędzy, a pensje wypłacano w dniówkach - najpierw tym, którzy mieli rodziny. Ja przez dwa lata bardzo się z tym męczyłem. I w pewnym sensie miałem do Andrzeja żal. Po co ja sobie zafundowałem taki sajgon?

Andrzej ponownie skontaktował się ze mną, gdy wróciłem do Gdańska. Zadzwonił i powiedział, że chciałby z nami pracować. Zapropoponował, żebym został dyrektorem programowym. Ja odpowiedziałem, że nasze drogi kiedyś się raz traumatycznie rozeszły i nie chciałbym tego ponownie przeżywać. Ale Andrzej zapewnił mnie, że jeśli tym razem nasze drogi się rozejdą, to będę zabezpieczony. Pamiętam, jak stałem przy poczcie w Gdańsku Wrzeszczu przy automacie telefonicznym, dzwoniłem żeby się umówić z Andrzjem na podpisanie umowy. Asystentka powiedziała, że jest chory. Kiedy mogę zadzwonić? Nie wiem może za pół roku - usłyszałem. I wtedy pomyślałem sobie...

... Że drugi raz zostaję na lodzie?
Ale zadzwoniłem ponownie i asystentka przekazała mi słowa Woyciechowskiego, że wszystko jest w mocy. Napisałem do niego list, w którym opisałem dokłądnie, co należy zmienić i w jakim kierunku przekształcić Radio ZET. Andrzej długo nie podejmował decyzji, cały czas leżał w szpitalu. Zadzwoniłem do niego w lipcu i powiedziałem: Andrzej to jest ostatni dzwonek, kiedy możemy zawalczyć. Musimy podjąć decyzję. On odpowiedział: Wysłałem kierowcę z listem do radia, sam zobaczysz. W tym liście Andrzej zaakceptowal wszystkie moje propozycje. Wiem, co ludzie o mnie mówili. Przekonałem Andrzeja Woyciechowskiego swoją wizją radia.

Jaką?
Największą wartością były wiadomości Radia ZET. Minusem był brak korespondentów w całej Polsce i skoncentrowanie na Warszawie. Poza tym radio musi mieć jasne, klarowne oblicze. Jeśli rano było trzy godziny mówienia: politycznych przeglądów prasy, reportaże, potem poradnik dla pań i muzyka z lat 50, to jak by w "Twoim stylu" zamiast tekstu o kosmetykach czy reportażu, były dwie rozkładówki na temat najnowszych modeli silnika. Owszem zlikwidowałem pięć wywiadów politycznych dziennie, uznając, że najważniejszy jest ten poranny.

Przejęcie władzy nie odbyło się bez konfliktów. Po kilku latach odeszło kilkunastu dziennikarzy w tym Krzysztof Skowroński.
Miałem z nim problem, bo spoczął na laurach. Po pierwsze, nie przygotowywał się do tych rozmów.Często jego rozmówca potrafił go zagiąć, bo wiedział więcej. Po drugie, jego wywiady czasem trwały nawet 20 minut, co w takim radiu jest nie do pomyślenia. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy.

Pomyślałem w końcu, ze naturalnym rozwiązaniem będzie wprowadzenie konkurencji. Najlepszą dziennikarką polityczną jest Monika Olejnik. Monika byłaby naturalnym merytorycznym wyzwaniem dla Krzysztofa. Gdy Skowroński o tym usłyszał, powiedział, że sobie tego nie życzy. Ja odpowiedziałem, że szanuje jego zdanie, ale żeby pozwolił mi podejmować decyzje jako szefowi. No to zobaczymy - usłyszałem. I chwile potem rozpoczął słynną rewolucję w Radiu ZET. Smutne jest to, że z tego co wiem nieoficjalnie, próbował szukać pomocy u polityków, skarżąc się na mnie i prosząc ich o pomoc. Kiedy został zwolniony z "Trójki", żadna z osób, które odeszły z Radia ZET nie podpisała się pod listem w jego obronie.

Rozmawiał z nim pan o tym o tego czasu?
Nie. Życzę mu bardzo dobrze, ale wolałbym, aby jako dziennikarz nie wiązał się z opcją polityczną i nie przychodził z tym do radia. Niezależność powinna być dla dziennikarza wartością nadrzędną.

Miał pan prawo pracować z kim chce, ale chodzi też o atmosferę, w której żegnał się pan z ludźmi. To był moment, w którym chłopiec z prowincji musiał postawić na swoim. Ludzie nie żałowali panu gorzkich słów. Odeszli, mówiąc że Woyciechowski zrobiłby inne radio.Radio ZET miało problem i musiało się zmienić. Andrzej Woyciechowski zgodził się na transformację, którą mu zaproponowałem. On się pod tym podpisał. Wiedział, że w tym kształcie w którym było wtedy radio, mogłoby to oznaczać upadek Radia ZET. Radio dla wielu osób jest tylko początkiem kariery, a jej ukoronowaniem telewizja. Kiedyś jeden z szefów TVN powiedział, że dziękuje mi za bardzo dobrze wyszkolony zespół.

Ale do pana przylgnęła opinia, że zabił pan ideą radio Andrzeja Woyciechowskiego, a nie kontynuował jego dzieło
Nie znam radia komercyjnego na świecie, które zdecydowało się chociażby na taki projekt jak "Sto twarzy Krystyny Jandy". W jego ramach zrobiliśmy największą trasę teatralną w Polsce. Patrzyli na mnie jak na wariata w CNN, gdy chciałem z nimi podpisać umowę. Radio ZET było pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej, który tego dokonał, otwierając drogę Polsatowi. Namówiłem do współpracy Stanisława Lema, Bogusława Wołoszańskiego, Bogusława Lindę.

W Madonnę w naszej reklamie też nikt nie chciał uwierzyć. I rzeczywiście jej management przez rok nie odpowiadał na maile. W końcu mój znajomy, który zaprzyjaźnił się z asystentką managerki Madonny wytłumaczył mi - wiesz oni kojarzą na zasadzie Polska - Rumunia, obawiają się, że przyjdzie do nich facet z walizką wypchaną pieniędzmi.

Wtedy postanowiłem wysłać do niej list wideo. Siedziałem w studio przez sześć godzin. A mój nauczyciel angielskiego cały czas poprawiał mnie, żebym poprawnie akcentował. Bo nie chodziło o to, żeby mówić polskim angielskim. Chodziło o to, żeby wypaść w pełni profesjonalnie. Udało się. Wbrew temu co wypisywała prasa, nie zapłaciliśmy Madonnie ani jednego dolara. Podobnie jak Robbiemu Williamsowi, Jeniffer Lopez, Kylie Minogue.

Te wszystkie projekty były realizowane kilka lat temu, a dziś rozmowy Moniki Olejnik kończą się po siedmiu minutach, a potem są przenoszone do internetu.
Jeżeli słuchacze chcieliby, bym nadawał codzienne 15-minutowe rozmowy z politykami, a serwisy informacyjne miały dwanaście minut, to bym to robił. Ale gdybym to zrobił, to przyszłaby pani do mnie i zapytała mnie, dlaczego doprowadziłem Radio ZET do katastrofy finansowej.

To straszne, że powątpiewa Pan w inteligencję słuchaczy, że nie wytrzymają kwadransu rozmowy z politykiem?
Nie wytrzymują. Codziennie oglądam badania. To nie jest radio news & talk. Jeżeli pani uważa, że wytrzymają, to proszę złożyć podanie na dyrektora programowego Radia ZET i wtedy zmierzy się Pani z rzeczywistoscia. Czy RMF ma dłuższe rozmowy?

Tak, jak również serwisy informacyjnie. Codziennie w drodze do pracy robimy test: jak u Was leci już muzyka, u nich jeszcze gadają.
Ale panie są specyficznymi osobami. Interesują się panie polityką, tym co się dzieje wokół, pracują panie w mediach. Nie myślicie jak zwykły Polak, który ma dość już polityki.

No dobrze, czyta pan komentarze internautów. Oni piszą, że to to co puszczacie to sieczka. Oto jeden komentarz internauty: 15 lat temu w "Zetce" było czuć ludzi, a teraz playlistę.
Szaleństwem byłoby wyciąganie wniosków na podstawie internetowych wpisów. Od tego są badania przygotowane przez profesjonalne instytuty. Gdyby było tak źle jak piszą internauci, nie słuchałoby nas osiem milionów ludzi. Jeżeli ktoś do mnie dzwoni i pyta mnie dlaczego nie edukowałem ludzi i nie grałem wysublimowanego jazzu, to radzę mu, aby z tym pytaniem zwrócił się do radia publicznego. Cieszę się z sukcesu Marii Peszek, ale grać jej w Radiu ZET nie będziemy, bo słuchacze tego nie oczekują. Jak słyszę, że nie gramy polskiej muzyki...

... Ależ gra pan, w nocy.
Większość polskich piosenek, które stały się ostatnio przebojami, jako pierwsze grało Radio ZET. Radio ZET jako pierwsze grało zespoł Feel, Pectus. Czekamy na bardzo dobrą polską muzykę. Ja nie dzielę muzyki na polską i zagraniczną. Ja ją dzielę tylko na dobrą i złą.

Ale pan sam słucha głównie muzyki klasycznej
Głównie. Przy takiej muzyce odpoczywam. Co mi chce pani powiedzieć. Że Radio ZET gra co?

"Siekę" gra.
A RMF gra lepiej? Czy sądzi Panie, że 8 milionów słuchaczy Radia ZET oraz wszyscy słuchacze RMF i Eski słuchają sieki? Czy Nelly Furtado, Rihanna, Madonna, U2, Timberland to sieka.

Ale słowa mówionego mają więcej.
Mogę pani pokazać wyliczenia, że jest dokładnie odwrotnie. Robimy radio dla 8 milionów ludzi. Pani mi cały czas zarzuca, że nie robię radia publicznego. Słuchacze mają inne oczekiwania wobec radia komercyjnego. Jeśli prawo medialne w Polsce pozwoli prywatnym stacjom na finansowanie programów misyjnych, to pierwsi o to wystąpimy.

*Robert Kozyra, od 14 lat prezes Radia ZET, ze stanowiska odchodzi z końcem sierpnia

Rozmawiały: Anna Nalewajk i Barbara Sowa