- Stoję od wtorku. Praktycznie 24 godziny, czekam w hallu, śpię w samochodzie. Czasem wyskoczę się umyć do szwagra, który mieszka niedaleko - mówi Norbert Rafalski. Pilnuje miejsca w
kolejce dla jednej z firm, która ubiega się o dotacje unijne na inicjowanie działalności innowacyjnej. W sumie na liście kolejkowej, która powstała tydzień temu, jest już 26 firm. - Jeżeli
kogoś nie ma tu cały czas, wypada z listy - mówi jej autorka, która pilnuje miejsca swoim znajomym.
Tym razem do wzięcia jest 53 mln 444 tys. zł. To dotacje dla tzw. dotacyjnych Aniołów Biznesu. Ubiegać się o nie mogą te instytucje, które przeznaczą pieniądze na inkubację oraz na
inwestycję w nowo utworzone przedsiębiorstwo innowacyjne, w formie objęcia udziałów. Dofinansowanie może wynosić do 200 tys. euro.
Z instytucji, które się ubiegają o pieniądze z Unii, nie ma tu osobiście nikogo: wszystkie wynajęły firmę ochroniarską lub zapłaciły znajomym, którzy za nich pilnują miejsca.
Skąd ten popłoch, jeżeli zapewniono, że o przyznaniu dotacji decyduje jedynie jakość, a nie data złożenia wniosku? - Nie wiadomo, ile osób tym razem się zgłosi, ale może być o wiele
większe zainteresowane niż w poprzednich latach. Ludzie się nauczyli korzystać z unijnych dotacji - mówi Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego. I przypomina wydarzenia z
końca października 2009 r. Zainteresowanie unijnymi dotacjami na e-biznes było wtedy tak wielkie, że w niektórych miastach już na tydzień przed rozpoczęciem naboru tworzyły się kolejki
społeczne, a przyszli przedsiębiorcy koczowali po kilka dni lub wynajmowali sobie „staczy”, którzy za nich zajmowali miejsce. Powód? Obawiali się, że jednym z kryteriów
będzie data złożenia wniosku. I choć PARP zapewniała, że liczyć się będzie jedynie jakość, a więc merytoryczna strona projektu, ostatecznie jednak zadecydował czas.
Wtedy złożono blisko 3 tysiące wniosków na sumę 1,9 mld zł. Do rozdania było jedynie 135 mln zł. I choć ostatecznie zwiększono fundusze do 233 mln zł, i tak starczyło tylko dla tych,
którzy złożyli wnioski w pierwszych dwóch dniach naboru. W sumie pieniądze dostało 335 firm.
- Agencja myślała, że wprowadzając kryterium kolejności, ułatwi sobie pracę i nie będzie musiała tylko się skupiać na analizie merytorycznej. Nie spodziewała się, że rozpęta taką
aferę - mówi anonimowo jeden z urzędników z PARP.
Po ogłoszeniu wyników agencja broniła się, że i tak by nie starczyło pieniędzy dla wszystkich. Ale obiecała, że już przy następnych naborach będzie liczyć się tylko merytoryczna strona
i zostanie wprowadzony system punktowy. Jak będzie tym razem?
Tego PARP nie chciała powiedzieć. - W weekendy nie kontaktujemy się dziennikarzami - stwierdziła rzeczniczka agencji Monika Karwat-Bury.