Stephen D. przyjechał do Polski, bo chciał hodować konie o wysokiej odporności. Nie dawał im jeść ani pić, a jak słabły - podrzynał im gardła. Wiedział, że w Polsce, nawet jak go złapią, niewiele mu zrobią. Złapali... i rzeczywiście niewiele zrobią, bo zgodnie z polskim prawem może najwyżej dostać rok więzienia, ale i tak pewnie w zawieszeniu.
Brytyjczyk w hodowli stosował tzw. metody naturalne. Trzymał zwierzęta cały czas na wolnym powietrzu, nawet w najgorsze upały, mrozy i śniegi, kiedy konie musiały
same sobie wygrzebywać pożywienie spod śniegu. Nic dziwnego, że co najmniej siedem koni nie wytrzymało tortur. Tego było mu jednak mało: ósmego sadysta zaszlachtował osobiście, podrzynając
gardło.
Sąsiedzi próbowali interweniować, wszystko na nic – znowu zimą część koni zamarzła, gdy próbowały pić wodę z rzeki.
Po kilku miesiącach przebrała się miarka – weterynarz zawiadomił prokuraturę. Dla żywych jeszcze koni skończyło się piekło – trafiły do innego hodowcy, gdzie wreszcie dostały jeść i pić.
Dwoje sadystów, bo Anglikowi pomagała jego żona Ewa, nie chce zeznawać w prokuraturze. Grozi im grzywna, ograniczenie wolności, ale w najgorszym wypadku spotka ich rok odsiadki. Jeśli tylko sąd uzna, że zamęczenie dziesięciu koni zasługuje na taką karę.
Sąsiedzi próbowali interweniować, wszystko na nic – znowu zimą część koni zamarzła, gdy próbowały pić wodę z rzeki.
Po kilku miesiącach przebrała się miarka – weterynarz zawiadomił prokuraturę. Dla żywych jeszcze koni skończyło się piekło – trafiły do innego hodowcy, gdzie wreszcie dostały jeść i pić.
Dwoje sadystów, bo Anglikowi pomagała jego żona Ewa, nie chce zeznawać w prokuraturze. Grozi im grzywna, ograniczenie wolności, ale w najgorszym wypadku spotka ich rok odsiadki. Jeśli tylko sąd uzna, że zamęczenie dziesięciu koni zasługuje na taką karę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|