Władimir Kantor stanowczo twierdzi, że Rosję łączy z Zachodem nierozerwalna więź, a pójście inną drogą - eurazjanizm, rozmaite ideologie "rosyjskiej odrębności" - nie jest w jej przypadku możliwe. Tego rodzaju idee są wedle Kantora rozpaczliwą i zupełnie nieudaną próbą zagospodarowania próżni, jaka powstała po upadku komunizmu. Nie są one znane większości Rosjan, którzy dryfują w morzu rozmaitych idei, nie przywiązując się zresztą specjalnie do żadnej z nich. W tym sensie Rosja "normalnieje" i upodabnia się do Zachodu. "Obecnego stanu nie nazywałbym ani pustynią, ani katastrofą. Rosja jest normalnym krajem - krajem jak każdy inny. Mamy więc rozmaite nurty myślenia o polityce, kulturze, społeczeństwie". Problem w tym, że - jak twierdzi Kantor - zachodni Europejczycy rzadko ów pluralizm dostrzegają.
p
Upadek ideologii totalitarnej uważam za coś błogosławionego. Obecnego stanu nie nazywałbym ani pustynią, ani katastrofą. Rosja jest normalnym krajem - krajem jak każdy inny. Mamy więc rozmaite nurty myślenia o polityce, kulturze, społeczeństwie. Z pewnością występuje słabnący, ale wciąż istotny wpływ zachodniego postmodernizmu, będący przejawem bezrefleksyjnego naśladownictwa. Oprócz tego istnieje cała mozaika idei wyrastających z tradycji szeroko pojętego rosyjskiego nacjonalizmu - nacjonalizmu naznaczonego słowianofilstwem, poczwiennictwem [od ros. "poczwa" - gleba - przyp. red.], eurazjanizmem. Sprowadzają się one do negowania wszelkich zachodnich wpływów i poszukiwania wyidealizowanej, autarkicznej wspólnoty rosyjskiej. Działalność naszych eurazjanistów, którzy bądź co bądź odgrzebują idee niemieckiej "konserwatywnej rewolucji" to historyczny etap, który powinniśmy już mieć za sobą. Mitologia polityczna ich czołowego przedstawiciela Aleksandra Dugina jest wtórna. Została ona już przez duch ludzki, przez myśl ludzką przerobiona w latach 20. i 30. minionego wieku. Ponadto mamy ideologię partii władzy. Odzwierciedla ona postawę większości Rosjan, czyli przyjmowanie poglądów, które w danej chwili są wygodne. Znajdujemy tu pierwiastki zarówno nacjonalizmu, jak i otwartości na oddziaływanie kultury zachodniej. Wreszcie pozostaje coś, co ukształtowało Rosję na przestrzeni jej dziejów. Wyrazem tego jest rosyjski europeizm. Stanowi on afirmację historycznego doświadczenia Rosji jako kraju będącego częścią Starego Kontynentu i związanego cywilizacyjnie - zwłaszcza za sprawą wspólnych chrześcijańskich korzeni - z Zachodem.
Rosja była zawsze na nie podatna. Także dziś, zamiast importować zachodnie mody intelektualne, powinniśmy zwrócić się ku własnemu rodzimemu dziedzictwu - ku rosyjskiemu europeizmowi. Chodzi o realistyczne i historyczne spojrzenie na losy Rosji oraz Zachodu. Przedmiotem refleksji jest tutaj żywa rzeczywistość, a nie utopijne nadzieje na istnienie jakiegoś idealnego ładu społecznego. Prawdziwy europeizm rodzi się z przezwyciężenia nacjonalistycznego zamknięcia każdej określonej kultury. Pierwszy krok został uczyniony w pewnej małej prowincji Imperium Rzymskiego, gdzie pojawiła się religia, w której nie było podziału na "Greka ni Żyda". Następnie chrześcijaństwo stało się fundamentem rozszerzającej się europejskiej ekumeny, która objęła z czasem Kijów, a potem jej granice dotarły do Uralu. O europejskiej tożsamości Rusi - tożsamości w sensie duchowym - zadecydowało wielce doniosłe wydarzenie, jakim był jej chrzest.
Nie wolno nam zapominać, że chrzest Rusi miał miejsce przed wielką schizmą wschodnią. Książęta ruscy nawracali się na chrześcijaństwo, a nie na prawosławie. Kościół nie był wówczas podzielony.
Jestem zdumiony tym, do jakiego stopnia ludzie Zachodu interesują się rosyjskim nacjonalizmem. Sporo podróżuję po Europie i widzę moich wspaniałych, mądrych kolegów, którzy piszą mnóstwo dysertacji na temat słowianofilów, poczwienników czy zwolenników eurazjanizmu. Zagadnienia te są z pewnością bardzo ciekawe i frapujące. Tak intensywne zajmowanie się nimi oznacza jednak wspieranie tych tendencji. Mało kto natomiast zajmuje się rosyjskim europeizmem. Dobrze byłoby, gdyby Zachód interesował się nie tylko naszą dzikością, ale także tym wszystkim, co świadczy o nas jako o narodzie cywilizowanym. Bardzo by nam to pomogło. Niestety, na razie w wielu krajach zachodnich uwagę absorbują rzeczy, które - w moim mniemaniu - odgrywają rolę negatywną w rozwoju Rosji.
Kiedy jadę do jakiegoś egzotycznego kraju, interesuje mnie lokalna specyfika kulturowa. Pamiętam, jak jeszcze przed upadkiem ZSRR spędziłem pewien czas w Czeczenii i Dagestanie. Miałem tam kontakt z ludźmi wykształconymi, oczytanymi, obytymi z kulturą zachodnią. Niemniej jednak interesowały mnie ich obyczaje, od których z kolei oni chcieli się uwalniać. Trafiłem na pełne rozmaitych rytuałów awarskie wesele. Ktoś do mnie podszedł i powiedział: "Tylko nie myśl, że jesteśmy dzicy". Ale dla mnie jako człowieka z Europy właśnie to było ciekawe. Jest taki dowcip. W Afryce Europejczyk pyta Murzyna, jaka będzie pogoda. Tamten odpowiada, że słońce. Europejczyk mówi do drugiego Europejczyka: "Informacja jest wiarygodna, bo uzyskana od tubylca". Pytają się jeszcze Murzyna, na czym opiera swoją prognozę. A on mówi: "Usłyszałem w radiu". Europejczyk chce dotrzeć do jakiejś pierwotnej wiedzy tajemnej. Tymczasem tubylec pragnie korzystać ze zdobyczy nauki zachodniej. Ten brak wzajemnego zrozumienia jest bardzo intrygujący i świadczy o wielu rzeczach. Mieszkańcy rosyjskich wsi udawali się do miast, zatrudniali się w przemyśle, handlu. To byli prawdziwi Europejczycy. Przestawali być tą rdzenną ludnością wysławianą przez poczwienników. Na szczególną uwagę zasługuje tu wysiłek Piotra I. Wierzył on w siłę i możliwości ludu rosyjskiego. Narzucił mu europejskie normy i obyczaje. A Rosjanin potrafi je przyjąć, pozostając przy tym Rosjaninem. Europejskość polega właśnie na tym, że pozwala każdemu narodowi zachować swoją tożsamość.
Czy Antoni Czechow bądź Iwan Bunin są mało znani i cenieni na Zachodzie? Nie, uważani są za klasyków literatury europejskiej. Ich twórczość przeniknięta jest wartościami, które są konstytutywne dla kultury Starego Kontynentu. Problem polega na tym, że recepcja rosyjskiego europeizmu odbywa się na Zachodzie za pośrednictwem twórczości wybitnych pisarzy, malarzy, kompozytorów. Ale oprócz dorobku artystycznego mamy sytuującą się w tym nurcie oryginalną myśl filozoficzną. Można tu wymienić takie postaci jak choćby Gieorgij Fiedotow, Fiodor Stepun, Piotr Struwe - ludzi, którzy po rewolucji bolszewickiej wyemigrowali do krajów zachodnich i tam kontynuowali swoją działalność. Jest wreszcie myśliciel tego formatu co Władimir Sołowjow. Próbował on komunikować się z Zachodem, wydawał swoje książki po francusku, ale jak widać bez rezultatu. Znacznie chętniej czytano rozprawy rosyjskich konserwatystów i słowianofilów. I obecnie sytuacja się powtarza.
Tego typu zarzut można postawić okcydentalizmowi, którego nie należy mylić z europeizmem. Już Aleksander Hercen twierdził, że okcydentalizm i słowianofilstwo to dwie twarze Janusa o jednym sercu. Trzeba pamiętać, że XIX-wieczni przedstawiciele obu tych formacji zaczynali swoją obecność w przestrzeni intelektualnej od przyswojenia idei humanistycznych i oświeceniowych, więcej - od swoistej idealizacji Zachodu. Część z nich doprowadziło to do rozczarowania realnym stanem rzeczy, gdyż zamiast spotkać w Europie antycznych filozofów, średniowiecznych świętych Kościoła katolickiego czy kogoś pokroju Szekspira, zetknęli się z realnymi ludźmi: przebiegłymi i samolubnymi księżmi, prostolinijnymi i tępawymi pastorami protestanckimi, wreszcie z pospolitym drobnomieszczaństwem. Kraje zachodnie nie spełniały wymagań różnych utopijnych projektów. Okazało się, że Zachód nie jest - by użyć słów Aleksieja Chomiakowa - "krainą świętych cudów". Zetknięcie z niedoskonałością społeczeństwa kapitalistycznego, z rozdzierającymi go konfliktami, spowodowało odwrót - ku Rosji. Tym razem przedmiotem idealizacji stała się rosyjska zbiorowość chłopska. Mamy tu zatem do czynienia z romantycznym dyskursem naprawiania zepsutego świata.
Stanowi syntezę słowianofilstwa i okcydentalizmu. Sam Lenin wykazywał cechy zarówno skrajnego okcydentalisty - nienawidził prawosławia i w ogóle religii - jak i skrajnego nacjonalisty: ogłosił burżuazyjny Zachód wrogiem Rosji, a stolicę państwa przeniósł z symbolizującego europejskość Piotrogrodu do Moskwy. Komunizm jest także szczególnym przejawem rozczarowania Zachodem. Aby psychologicznie i ideowo ocalić samego siebie, rozczarowany okcydentalista rosyjski musiał ogłosić się nie tyle spadkobiercą najważniejszych wartości europejskich, co najbardziej wiernym ich wyrazicielem. Ale sam, w pojedynkę, zrealizować tego nie mógł. Tak więc skierował się ku ludowi rosyjskiemu, w którym zaczął poszukiwać możliwości wdrożenia takich ideałów socjalistycznych jak wspólnotowość, równość, braterstwo.
Epoka komunizmu to bolesny i tragiczny okres w naszych dziejach, ale przecież nie obejmuje on całości tych dziejów, a jedynie fragment. W XVII stuleciu dzięki Piotrowi I rozpoczyna się wielka przygoda Rosji z zachodnią nowoczesnością, przerwana przez przewrót bolszewicki. Pod względem języka i kultury Rosja była i pozostaje krajem europejskim. Warto sobie odpowiedzieć na parę podstawowych pytań. Książki jakich autorów poza rodzimymi czytają Rosjanie? Głównie pisarzy zachodnich. Literatura chińska czy hinduska to dla nas egzotyka. Jakiej historii dzieci i młodzież uczą się w szkołach? Rosyjskiej i europejskiej. Dzieje Rosji rozpatruje się w kontekście dziejów Europy. Nawet Fiodor Dostojewski, którego zdeklarowani wrogowie Zachodu traktują jako swego guru, zaliczany jest do literatury europejskiej, a nie jakiejś eurazjatyckiej. Nasza historia to dzieło cywilizacji europejskiej. Zerwanie z nią może być powodem jedynie do żalu. Dumni z tego mogą być jedynie głupcy.
Konfrontacyjny, antyokcydentalistyczny kurs elit sowieckich wyrządził wiele szkód. Dzisiaj ci, którzy pragną u nas znów stać się częścią historii, nie wierzą już, że jest to możliwe w Rosji. Malarze starają się sprzedawać swoje obrazy na Zachodzie, intelektualiści - ci najbardziej znani, ale nie tylko - wyjeżdżają wykładać swoje idee do Europy Zachodniej i USA. Nie mówiąc już o inteligencji technicznej, która rozumie, że wycena jej pracy możliwa jest wyłącznie wedle zachodnich stawek. Hasło "My to nie Europa", jak pokazało doświadczenie, owocuje stagnacją kultury, rozwinięciem kompleksów nacjonalizmu, faszyzmu itd. Pod każdym względem porównujemy się od zawsze z Europą, w przeciwieństwie do Chin, Iranu czy Indii. Każdy z tych krajów zadowala się sobą, my zaś odczuwamy genetyczną więź z kulturą europejską. Nawet przyswajając socjalistyczne idee, rywalizowaliśmy nie z Azją, a właśnie z Europą.
Bankructwo ideologii komunistycznej wytworzyło próżnię, którą trzeba było czymś wypełnić. Eurazjaniści pretendowali do tego jeszcze przed upadkiem ZSRR. Ale nic im z tego nie wyszło. W przeciwieństwie do bolszewików nie tworzą oni żadnego poważnego ruchu. Bolszewizm zdobył przecież pewne kręgi intelektualne. A także lud. Dziś natomiast przeciętny Rosjanin nie wie, nie rozumie, czym jest eurazjanizm. Wyznawcy eurazjanizmu są groteskowi. Przysięgają wierność rosyjskim źródłom i korzeniom, ale jednocześnie mają o nich niewielkie pojęcie. Swoje dzieci wysyłają do szkół w Niemczech, Francji, Anglii, USA. Poczwiennictwo to pewna gra, to budowanie swojej kariery w sferze kultury czy polityki.
To jest problem nie tylko Rosji. Trzeba bowiem sobie uświadomić, że słowo "europejskość" odnosi się nie tylko do określonego obszaru kuli ziemskiej, ale ma znaczenie aksjologiczne, kulturowe, cywilizacyjne. W tak szerokim sensie tego słowa Europejczykiem może być Turek, Pers czy Japończyk. Europejskość to odrzucenie mitologicznego spojrzenia na świat, to realizm i zdolność krytycznej - w tym także samokrytycznej - refleksji. Czy z tego punktu widzenia Niemcy w okresie III Rzeszy były krajem europejskim? Najprawdopodobniej nie. Nazizm był oczywistym krachem europejskości Niemiec. To samo można powiedzieć o niektórych innych krajach Starego Kontynentu, m.in. Hiszpanii, Włoszech, Polsce, Rumunii. W okresie międzywojennym jako odpowiedź na kłopoty i bolączki liberalnej demokracji i gospodarki rynkowej, a jednocześnie na komunizm i powstanie ZSRR do głosu dochodziła w nich nacjonalistyczna, autorytarna ideologia "trzeciej drogi". Przybierała ona, w zależności od kraju, różne formy, ale w każdej postaci stanowiła zanegowanie europejskości.
To wszystko trzeba uznać za próby ucieczki od rzeczywistości i skoku poza historię. Nie można wrócić do średniowiecza, to niemożliwe. Bierdiajewowi nie o to chodziło. Zwrot ku jakiejś mitycznej przestrzeni musi doprowadzić do różnych katastrof.
Rosja ma doświadczenie demokratyczne. Można tu wskazać księstwo nowogrodzkie czy też - przed rewolucją - instytucję Dumy. Na początku XVII wieku były próby wprowadzenia niezależnego sądownictwa, m.in. w kwestii wymierzania kary śmierci. Dzięki takiemu doświadczeniu Rosja może dzisiaj zrozumieć reguły i normy demokracji, choć nie powiem, że od razu będą one dobrze funkcjonować.
Trudno mi przyjąć do wiadomości, że ludzie, którzy przez dziesiątki lat byli niewierzący, nagle doznali nawrócenia. Zwłaszcza jeśli odbywa się to na masową skalę. W czasach komunizmu chrześcijanie byli prześladowani. Obecnie mamy do czynienia z organizowanym odgórnie chrześcijaństwem nakazowym. Cerkiew oddziałuje na politykę. I być może w przyszłości trzeba będzie się zająć prawami osób niewierzących, choć na razie to nie jest jeszcze poważny problem. Bierdiajew, który w wyniku rewolucji bolszewickiej zmuszony został do opuszczenia Rosji, podkreślał, że Chrystus przez całe swoje ziemskie życie był prześladowany. Kiedy chrześcijaństwo znajduje się u władzy, nie zawsze jest dobrodziejstwem.
Znany niemiecki teolog protestancki Dietrich Bonhoeffer pisał o "chrześcijaństwie bezreligijnym". Idea ta właściwie dzisiaj nie funkcjonuje, ale - moim zdaniem - ma ona przyszłość. Chodzi o przyjęcie chrześcijańskich norm moralnych, niezależnie od przynależności konfesyjnej i stosunku do religii. Na coś podobnego wskazywali przywołani już rosyjscy filozofowie emigranci. Z kolei ojciec Aleksander Mień mawiał, że nasze podziały nie sięgają aż do Boga.
Europa nie może rozstać się ze swoim chrześcijańskim dziedzictwem, gdyż utraciłaby samą siebie, własną tożsamość. Tak to wygląda, niezależnie od tego, co dzisiaj na ten temat twierdzą postmoderniści czy różni politycy. Natomiast ważnym świeckim argumentem w sporach dotyczących aborcji są sprawy demograficzne. Jeśli wśród Europejczyków będzie się rodzić coraz mniej dzieci, grozi to katastrofą. Ich miejsce zajmą muzułmanie. Batalia toczy się więc o przetrwanie Starego Kontynentu.
p
, ur. 1945, filozof, historyk literatury, prozaik, publicysta, uważany za jednego z najwybitniejszych współczesnych myślicieli rosyjskich. Redaktor naczelny pisma "Woprosy fiłosofii". Był trzykrotnie nominowany do prestiżowego brytyjskiego wyróżnienia literackiego, Nagrody Bookera. Jest autorem wielu publikacji na temat stosunków Rosji z Europą, m.in. książki "Fenomen russkogo jewropiejca. Kulturfiłosofskije oczerki" (1999), a także utworów prozatorskich: powieści "Krepost" (1996) i licznych opowiadań. Wykłada w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Moskwie.