Dziennik Gazeta Prawana logo

Epidemia cholery nam nie grozi

12 października 2007, 15:51
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Na Warszawę padł strach po tym, jak w organizmie topielca wyciągniętego z Jeziorka Czerniakowskiego znaleziono zarazki cholery. Specjaliści uspokajają, że coś takiego nie zdarzy się nigdzie indziej. Tylko skąd ten spokój, skoro do tej pory nie wiadomo, jak zaraził się zmarły - pyta DZIENNIK?

Niby paniki nie ma, ale wczoraj dezynfekowano cały Dworzec Centralny. Tam właśnie pracował 49-letni Kazimierz K. I to jest jakiś trop. Zmarły sprzątał perony i miał kontakt z wieloma osobami - także z tymi, które przyjażdżają z krajów, gdzie występuje cholera.

Mało prawdopodobne, żeby zarazki cholery były w wodzie Jeziorka Czerniakowskiego. A nawet gdyby były, nic nie jest w stanie odstraszyć beztroskich warszawiaków. Mimo zakazu kąpieli pływają w nim, choć już wcześniej znaleziono w wodzie pałeczki coli i salmonelli. Teraz przestrzegania zakazu pilnuje straż miejska.

DZIENNIK na wszelki wypadek ostrzega: aby uniknąć zarażenia należy pić tylko przegotowaną wodę i często myć ręce. Cholera wylęga się pięć dni. Objawy to wysoka gorączka, wymioty i biegunka. Nie należy ich lekceważyć, bo choroba może doprowadzić do śmierci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj