Oskarżenie na naczelnego "Gazety Wyborczej" padło z ust Jaruckiej przed rokiem, gdy zeznawała przed komisją śledczą badającą aferę Orlenu. Karą, jaką dla niej wyznaczył sąd, jest wydrukowanie przeprosin w prasie oraz wpłacenie tysiąca złotych na niewidome dzieci w Laskach.
W chwili ogłaszania wyroku w sądzie nie było ani Michnika, ani Jaruckiej.
O Jaruckiej zrobiło się głośno rok temu, gdy zeznawała przed sejmową komisją śledczą ds. Orlenu. Wcześniej, przed tą samą komisją, Włodzimierz Cimoszewicz powiedział, że pomylił się przy wypełnianiu oświadczenia majątkowego i nie wpisał akcji Orlenu, które miał.
Jarucka powiedziała, że to ona, na prośbę ówczesnego ministra, usunęła z oświadczenia informacje na temat akcji. Rozpętała się burza, a kandydat lewicy na prezydenta zrezygnował ze startu w wyborach.