Hernando de Soto to jeden z Balcerowiczów tego świata. Akurat w najlepszym sensie tego słowa. Szanowany teoretyk gospodarki, a także człowiek, który próbował wprowadzać swoje teorie w życie - jako szef banku centralnego Peru.
I oto ten człowiek nie wierzy w samą tylko niewidzialną rękę rynku. Uważa, że kluczem do zarówno gospodarczego, jak i cywilizacyjnego sukcesu jest nie tylko wolność gospodarcza, wolność jednostki, ale też ścisłe stosowanie prawa i zdolność tworzenia instytucji. De Soto mówi: "Prawa i instytucje krajów Trzeciego Świata i państw powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego nie są dostosowane do gospodarki rynkowej. Sprawnie funkcjonujący rynek wymaga instytucji, które pozwalają na współpracę wielkiej liczby osób nieznających się osobiście". A więc prawo i instytucje są dla rozwoju wolnego rynku ważniejsze niż znajomości i towarzyskie układy odziedziczone po "dawnych ustrojach".
Zdaniem de Soto przyczyną cywilizacyjnych i gospodarczych kłopotów Trzeciego Świata i znacznych obszarów świata postkomunistycznego jest brak ustalonych reguł ekonomicznej gry, brak czytelnych prawnych regulacji dotyczących własności. W dodatku - tak, to nie populizm czy socjalizm, ale twarde słowa liberalnego ekonomisty - "aby gospodarka mogła się rozwijać, prawne regulacje nie mogą służyć żadnej uprzywilejowanej politycznie grupie. One muszą odzwierciedlać interes ogółu".
De Soto jest nie tylko cenionym przez ekonomistów i zwolenników wolnego rynku teoretykiem. Jako szef banku centralnego był inicjatorem odważnych liberalnych reform, które z Peru, zapyziałego państewka, gdzie feudalna oligarchia walczyła od niepamiętnych czasów z lewackimi populistami ze Świetlistego Szlaku, chciał uczynić nowoczesne państwo i społeczeństwo. W jaki sposób to robił? Zamiast obrzucać swoich krytyków wyzwiskami, szantażować ich oskarżeniami o populizm, przeprowadził reformę rolną i parę innych reform własnościowych, w wyniku których ponad milion obywateli stało się prywatnymi właścicielami, otrzymało tytuły własności użytkowanej przez siebie ziemi czy warsztatów. Także pod jego adresem krzyczano: "De Soto musi odejść!". I odszedł, pozostawiając nierozstrzygnięte pytanie, czy na peryferiach zachodniego świata liberalizm z ludzką twarzą jest w ogóle możliwy.