Swobody pozazdroszczą nowej armii i Wojska Lądowe, i Siły Powietrzne, i Marynarka Wojenna. Dowódca Wojsk Specjalnych będzie miał większe kompetencje niż szefowie pozostałych wojsk. Wszystko po to, by jego żołnierze mogli działać w najbardziej niebezpiecznych akcjach w kraju i poza jego granicami.
Nowe wojska wyrosną z połączonych - po raz pierwszy w historii - komandosów z GROM, Formozy i 1. Pułku Komandosów z Lublińca. Będą mogli szkolić się na ostrej amunicji i na materiałach wybuchowych. Do tej pory takie ćwiczenie najcięższego kalibru blokował Sztab Generalny, który decyduje o wszystkich sprawach związanych z wojskiem. Jednak w sprawie Wojsk Specjalnych nie będzie miał już nic do gadania. "Bardzo dobrze o to walczyliśmy. Sztab był przez lata hamulcowym wszelkich zmian" - ocenia w DZIENNIKU pierwszy dowódca GROM gen. Sławomir Petelicki.
Nie wszystkim się jednak taka rozległa władza nowych wojsk podoba. "Takie rozwiązania występują w krajach, które prowadzą politykę globalną. Polska nie jest mocarstwem światowym. Wystarczy jedno dowództwo do prowadzenia operacji połączonych" - mówi DZIENNIKOWI były minister obrony narodowej Bronisław Komorowski. Wszystkie "za" i "przeciw" rozpatrzy rząd już w najbliższych dniach.