Dziennik Gazeta Prawana logo

Zbrodniczy bałagan w Jelfie

12 października 2007, 14:18
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Dziś Ministerstwo Zdrowia ma ogłosić raport z wynikami kontroli w Jelfie. Wstępnie wiadomo, że do pomyłki doszło w magazynie - ampułki z corhydronem stały tuż obok identycznych fiolek z preparatem zwiotczającym mięśnie - ujawnia DZIENNIK.

W całej sprawie przerażające jest to, że naszym dziennikarzom zebranie informacji o fatalnej pomyłce w fabryce zajęło półtora dnia. A przez wiele tygodni zarząd firmy ukrywał zagrożenie, a państwowi urzędnicy zagrożenie kompletnie zlekceważyli.

Pierwsze sygnały o tym, że w Jelfie stało się coś niedobrego, dotarły do DZIENNIKA w ubiegły poniedziałek przed południem. Przygotowywaliśmy właśnie artykuł o nadużyciach w handlu lekami. Jeden z urzędników powiedział nam, że dramatycznie obniża się poziom kontroli produkowanych w Polsce leków, czego przykładem jest jeleniogórska Jelfa.

"Na tej samej linii Jelfa produkuje lek ratujący życie alergikom i preparat zwiotczający mięśnie" - poinformował nas urzędnik. "Chyba źle wymyślili linię produkcyjną, bo substancje się wymieszały i na rynek trafił zanieczyszczony corhydron. To cud, że nikt nie umarł".

Ta informacja nami wstrząsnęła. Alarmujemy Główny Inspektorat Farmaceutyczny. "Faktycznie, w składzie corhydronu znalazła się substancja, której nie powinno tam być" - potwierdza Marcin Kołakowski, dyrektor departamentu nadzoru GIF. Tylko tyle!

Tego samego dnia informację potwierdza Zbigniew Niewójt, główny inspektor farmaceutyczny. Rozmawiając z nami ziewa i przeciąga się w fotelu. Dla niego to rutyna. Nie przeczuwa, że afera przyćmi nawet wybory samorządowe i zakończy jego karierę w GIF. "W jednej z fiolek z corhydronem znaleźliśmy chlorek suksametoniowy" - mówi. - "To konserwant, substancja pomocnicza. Chociaż nie jest to substancja czynna, jednak jej obecność w składzie leku dyskwalifikuje produkt. Dlatego 31 października podjąłem decyzję o wycofaniu jednej serii corhydronu" - mówi beznamiętnie.

W gabinecie Zbigniewa Niewójta siedzi dwóch dyrektorów odpowiedzialnych za kontrolę produkowanych w Polsce leków: Daniel Gralak, szef departamentu inspekcji ds. wytwarzania i Marcin Kołakowski, szef departamentu nadzoru. Obaj przytakują szefowi i snują teoretyczne rozważania, dlaczego dwie pacjentki szpitala w Siedlcach straciły przytomność po podaniu corhydronu. "Tolerancja pacjentów jest różna" - kwituje Kołakowski.

Ani słowa o tym, że leki w fabryce zamieniono. Że w opakowaniu leku dla alergików znalazła się śmiertelnie niebezpieczna substancja zwiotczająca mięśnie pacjentów podczas operacji. Podobna w działaniu do osławionego pavulonu, którym „łowcy skór z łódzkiego pogotowia uśmiercali ludzi.

Sprawdzamy stronę internetową GIF. Widnieje tam lakoniczny komunikat o wstrzymaniu handlu corhydronem z powodu „wady jakościowej. Komunikatu o wycofaniu niebezpiecznego leku z aptek, szpitali i hurtowni nie ma. "Awaria serwera" - tłumaczą urzędnicy GIF.

Dowiadujemy się, że skład corhydronu z fatalnej serii zbadał prof. Aleksander Mazurek z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Prof. Mazurek milczy jednak jak zaklęty. Tłumaczy, że bez zgody swojego szefa, prof. Zbigniewa Fijałka, nie może zdradzić wyników badań. Radzi, żebyśmy jednak „nie odpuszczali i zbadali sprawę do końca, bo „jest wyjątkowo poważna. Po długich namowach prof. Fijałek zgadza sie na rozmowę. "Preparaty zostały zamienione. To jedna z najpoważniejszych pomyłek w historii polskiego przemysłu farmaceutycznego" - przyznaje.

We wtorek 7 listopada rzecznik prasowy Jelfy Maciej Michalczuk ma tak dużo zajęć, że nie ma czasu porozmawiać z DZIENNIKIEM o corhydronie. Prosi o... przełożenie publikacji artykułu. Odmawiamy. Wieczorem dostajemy lakoniczny komunikat Jelfy. „Ponieważ zaistniało podejrzenie, że część serii 010705 mogła być niejednorodna, (...) oraz mając na względzie bezpieczeństwo pacjentów, podjęto decyzję o wycofaniu całej serii 010705 z obrotu. [...] Należy zauważyć, że corhydron jako lek steroidowy używany jest (...) tylko w lecznictwie zamkniętym i medycynie ratunkowej.

Zarząd Jelfy kłamie. Corhydron jest w aptekach, niektórzy pacjenci handlują nim w internecie. W środę 8 listopada DZIENNIK na pierwszej stronie zamieszcza artykuł „Zabójcze lekarstwo. Wybucha ogólnopolska afera. Ministerstwo Zdrowia ogłasza alarm i wycofuje wszystkie serie corhydronu. Do dymisji podaje się główny inspektor farmeceutyczny Zbigniew Niewójt. Powstaje lista 29 tys. pacjentów, którzy kupili lek. W czwartek 9 listopada premier wstrzymuje produkcję w Jelfie. Inspektorzy GIF twierdzą, że w magazynie zakładu tuż obok leków ratujących życie stał niebezpieczny specyfik zwiotczający mięśnie. W identycznych fiolkach i bez etykiet. To tam najprawdopodobniej je pomylono.
Prokuratura sprawdza właśnie 27 przypadków osób, które zmarły, przyjmując wcześniej corhydron.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj