Naszego dzisiejszego rozmówcę Wiaczesława Igrunowa zapytaliśmy o to, czego Europa mogłaby się nauczyć od Chin czy Indii. Myślowe nawyki Europejczyków - twierdzi Igrunow - czynią ich ślepymi na fakt, że zachodni typ demokracji nie jest jedynym właściwym wzorcem ustrojowym. Cywilizacja indyjska czy chińska mają własne tradycje, które lepiej rozwiązują problem wielokulturowości czy wieloetniczności. "Europejczykom się wydaje, że to, co jest dobre dla nich, musi być też dobre dla całego świata. Poruszając kwestię tolerancji w Indiach, bynajmniej nie mam na myśli tego, co kryje się pod europejskim pojęciem praw człowieka. W Indiach zawsze funkcjonowały autorytarne formy sprawowania władzy. Ale na poziomie małych, lokalnych społeczności Indie charakteryzowały się szeroką samorządnością".
p
:
My Europejczycy mamy wysokie mniemanie o sobie i ono sprawia, że tak właśnie myślimy. Przeszkadza nam to w dostrzeżeniu widocznych cech innych cywilizacji, zwłaszcza Chin i Indii. W Chinach na przestrzeni bardzo długiego czasu występowały obok siebie różnorakie systemy religijne i filozoficzne organizujące społeczeństwo. Konfucjanizm współistniał z taoizmem oraz buddyzmem, który napłynął z Indii. W okresie dynastii Ming ważną rolę w stanowieniu nowej chińskiej państwowości i jej rozwoju odegrali muzułmanie. Także chrześcijaństwo znalazło tam dla siebie przyjazne środowisko, choć jak wiadomo znacząco się nie rozprzestrzeniło. Chiny są krajem wieloetnicznym, a zatem łączą w sobie rozmaite tradycje, wierzenia, języki. Ma to swoje przełożenie na sytuację tamtejszych mniejszości etnicznych. Pomimo reżimu totalitarnego korzystają one z wielu praw, których pozbawione są mniejszości np. w Rosji czy innych krajach europejskich.
Trzeba tu wskazać dwa istotne czynniki. Po pierwsze, Chiny nie wyszły jeszcze z koszmaru rewolucji kulturalnej. Przy okazji warto zaznaczyć, że maoizm to następstwo długotrwałego procesu ingerowania Europy w sprawy Chin - przypomnijmy chociażby XIX-wieczne wojny opiumowe. Drugi czynnik, którego wynikiem są obecne prześladowania grup religijnych, to mechanizm równowagi, jaki przez ponad pięć tysiącleci wypracowała państwowość chińska. Dzięki niemu rozmaite prądy religijne cieszą się wolnością religijną, pod warunkiem że nie wchodzą w kolizję z chińską racją stanu. Jako przykład może służyć buddyzm, który w pewnych okresach historycznych był prześladowany.
Indie od wieków stanowią teren harmonijnego współistnienia wielu religii i kultów. Oczywiście dochodzi też do konfrontacji między hinduizmem a islamem, jednak należy to traktować jako odrębny przypadek. Na tym tle Europa wypada znacznie gorzej. Krwawe i brutalne waśnie religijne - takie jak wojna trzydziestoletnia - są nie do pomyślenia na Dalekim Wschodzie, gdzie konflikty nie miały podłoża religijnego.
Chrześcijaństwo z powodu przynależności do kręgu religii abrahamicznych jest ze swej istoty konfliktogenne. Monoteizm głosi wyjątkowość Boga. Dla żydów istnieje jeden Bóg. Samych siebie uważają oni za naród wybrany. Rzecz jasna chrześcijaństwo jest znacznie bardziej elastyczne i subtelne pod tym względem aniżeli judaizm. Mimo to ciągłe rozłamy wewnątrz chrześcijaństwa na przestrzeni dwóch tysięcy lat są wystarczająco wymowne. Ową typową dla monoteizmu nietolerancję możemy dostrzec także w islamie. Każda z tych trzech religii odrzuca możliwość, że inne wierzenia mogą być prawdziwe: jeśli Bóg jest jeden, to każdy inny bóg musi być fałszywy. Jednak współczesna Europa się sekularyzuje, a jedynie sekularyzm stwarza tolerancji sprzyjające warunki.
Europejczykom się wydaje, że to, co jest dobre dla nich, musi być też dobre dla całego świata. Mówiąc o tolerancji w Indiach, bynajmniej nie mam na myśli tego, co kryje się pod europejskim pojęciem praw człowieka. To w Europie kultura praw człowieka jest naturalnym wyrazem tolerancji. W Indiach natomiast zawsze funkcjonowały autorytarne formy sprawowania władzy. Ponadto były one krajem we właściwym sensie tego słowa feudalnym. Ale na poziomie małych, lokalnych społeczności Indie charakteryzowały się szeroką samorządnością, czego zresztą brakowało Chinom. Jeśli zaś chodzi o kasty, odpowiadają one w jakimś stopniu europejskim gildiom średniowiecznym, z których stopniowo wyrastała europejska demokracja.
Kiedy przedstawiciele jednej cywilizacji stykają się z przedstawicielami innej, następuje synteza, która czasem przybiera bardzo dziwne formy. Przypuszczam, że Chińczycy będą wygrywać rywalizację ekonomiczną z większością innych grup etnicznych i kulturowych. Praca jest dla nich niemal religią. W pewnym sensie także dla protestantów praca była służbą Bogu, i na tym zbudowano europejski kapitalizm. W tym przypadku jednak religijna funkcja pracy stopniowo traciła znaczenie - z czasem praca stała się wyłącznie źródłem dochodów.
Być może. Trudno sobie jednak wyobrazić, by Chińczycy zrezygnowali z etyki, która zapewnia im sukces. Dziś stanowią oni bowiem elitę finansową na Filipinach, w Indonezji, Singapurze, Tajlandii. W USA też odgrywają pod tym względem znaczącą rolę. Gdy jednak Chińczycy zaczną na masową skalę stykać się z ludźmi Zachodu, to i ci ostatni, walcząc o przetrwanie, będą musieli zmienić swój stosunek do pracy. Rysuje się więc w tym obopólna korzyść. Co do Hindusów, jest ich w USA zaledwie 2 miliony - to mniej niż jeden procent społeczeństwa amerykańskiego. Jednak w dziedzinie nowych technologii oraz medycyny są wiodącą grupą etniczną.
Dopóki muzułmanie żyją w małych skupiskach, dopóty również są skłonni przyjmować normy społeczeństwa, w obrębie którego funkcjonują. Zachowują się wtedy jak ich europejscy sąsiedzi: spożywają wieprzowinę, nie stronią od alkoholu itd. Ale w momencie, gdy wspólnoty te się rozrastają i nabierają poczucia siły, zaczyna się ich powrót do zasad islamu, będący fundamentalistyczną reakcją na wcześniejszą postawę. I tak zaczyna się zderzenie z cywilizacją, która imigrantów przyjmuje. Arabowie, którzy przyjechali po II wojnie światowej odbudowywać Francję, byli mało religijni. Dopiero pod wpływem pojawiających się wśród nich imamów zaczęli wracać do swojej religijnej tradycji.
Niestety, Rosja się spóźniła. W przeszłości rzeczywiście posiadała ogromne doświadczenie tolerancji, i to miało związek z jej historią. Przede wszystkim elita rosyjska od zawsze, od Rurykowiczów począwszy, rekrutowała się z przedstawicieli rozmaitych grup etnicznych i religijnych. Ponadto społeczeństwo rosyjskie ukształtowała nie tylko ludność wschodniosłowiańska, ale również turecka i ugrofińska. Dodajmy do tego tak różne narodowości jak Żydzi, Niemcy, Ormianie, Gruzini. Jakże wielu wybitnych Rosjan nie miało etnicznie rosyjskiego pochodzenia. Rosja próbowała znaleźć taką formę organizacji imperium, w ramach której każda grupa etniczna żyłaby zgodnie z własnymi normami i własną kulturą, i tylko jej elita stykałaby się w Sankt Petersburgu z elitami innych grup, tworząc jednolite etnicznie społeczeństwo. Związek Radziecki w znacznym stopniu zburzył ten imperialny zamysł, rozczłonkowując państwo wedle etnicznych kryteriów.
Związek Radziecki przyznawał sztuczne przywileje mniejszościom etnicznym, co w rezultacie doprowadziło do jego rozpadu. Dzisiaj Rosja wciąż pozostaje krajem wielonarodowościowym, lecz mamy w nim do czynienia z etniczną i kulturową segregacją. Problemy dotyczą nie tylko Czeczenów, ale także np. Baszkirów czy Tatarów. Rosja traci swoją cywilizacyjną wyjątkowość, zaś rosyjski nacjonalizm burzy wielowiekową rosyjską tradycję polityczną. W dodatku proces ten przebiega zbyt szybko i całkiem możliwe, że niedługo Rosji zabraknie doświadczenia, które by mogła przekazać Europie. Gdyby jednak Europa bardziej ufała Rosji, a mniej ingerowała w niektóre konflikty na terenie dawnego Związku Radzieckiego, mogłyby one zostać rozstrzygnięte w bardziej cywilizowany sposób.
Ze względu na to, że w miejscach konfliktu pojawiają się rozmaici gracze - Europa, USA, Rosja - mamy tam do czynienia z bardzo różnymi oczekiwaniami i możliwościami rozstrzygnięć. W konsekwencji Rosja nierzadko staje się chłopcem do bicia. Dlatego pozbywa się swojego uniwersalistycznego, imperialnego podejścia, w ramach którego wszystkie grupy etniczne są równe. Ten zmierzch rosyjskiego uniwersalizmu jest przykry i bardzo widoczny. Nie przypadkiem idea światowej rewolucji była tak bliska komunistom i w ogóle mieszkańcom ZSRR. Ona całkowicie wpisywała się w wyobrażenie o ludzkim braterstwie, o powszechnej równości. Orientacja etnocentryczna teraz to wszystko rujnuje.
W pierwszej kolejności trzeba wymienić sowiecki ustrój totalitarny, który wprowadził liczne przeszkody na ścieżkach awansu społecznego. Weźmy Czeczenów, najbardziej wykształconą (jeśli popatrzeć na ilość dyplomów wedle danych statystycznych z roku 1989) część ludności Rosji. Szanse stania się elitą społeczeństwa radzieckiego w ich przypadku były bardzo małe. Z kolei Ukraińcy, którzy ze względu na swoją liczebność posiadali znacznie więcej możliwości awansu społecznego, otrzymali odrębne państwo, które okazało się dla nich prostym, niezapośredniczonym przez rosyjskie czy radzieckie struktury, sposobem wejścia do światowej elity. Kluczowe okazało się więc uznanie etniczności za czynnik państwowotwórczy. Etnocentryczne myślenie przenikało do Rosji z Europy, i im bardziej Rosja się europeizowała, tym bardziej zasada etniczna stawała się naturalna.
Pierwotny europejski uniwersalizm średniowieczny, wyrażony w idei Kościoła powszechnego rozpadł się pod wpływem reformacji, a następnie rewolucji francuskiej. Tej ostatniej przyświecała idea zjednoczonego narodu francuskiego. Ostatecznie rozpad dokonał się za sprawą działalności ruchów narodowowyzwoleńczych w rozmaitych częściach Europy w wieku XIX. Dopiero w następnym stuleciu w starej Europie uniwersalizm zaczął się stopniowo odradzać.
Nie można zapominać, że przez cały okres istnienia ZSRR następowały bardzo poważne procesy demograficzne. Chodzi tu o ludność poszczególnych radzieckich republik, których istnienie uzasadniane było względami etnicznymi. Miejska część tej ludności nie dość że nie wzrastała, to nawet nieco się zmniejszała. Za to zauważalny był przyrost ludności wiejskiej, która mówiła w swoich językach ojczystych: gruzińskim, litewskim, ukraińskim itd. Ludzie przybywali do miast, robili kariery i czuli się kulturowo odmienni, ponieważ rosyjskojęzyczna elita radziecka podejrzliwie się do nich odnosiła. Przyczyną tej podejrzliwości był fakt kontaktu nie tyle z elementem obcym etnicznie, co raczej ze społecznością wiejską. Z kolei mieszkańcy wsi swoich ograniczeń upatrywali w wyobcowaniu etnicznym, w posługiwaniu się mową pełną niezrozumiałych dla elity naleciałości. W ten sposób powstawały mechanizmy, które pozwalałyby im realizować własne możliwości już nie jako "ludziom radzieckim", lecz jako osobom o określonej tożsamości etnicznej. I tak ogólnoświatowa tendencja zawładnęła też Związkiem Radzieckim.
Europejski etnocentryzm dotarł do Rosji jeszcze w czasach przedrewolucyjnych. W ZSRR tendencja ta po prostu narastała, ponieważ podział na republiki był organizowany w oparciu o kryterium etniczne. Trzeba również wspomnieć o rewolucji chłopskiej, która wiązała się z industrializacją i napływem ludności rolniczej do miast. Wreszcie znaczącym czynnikiem była bezwzględność państwa totalitarnego, które ograniczało możliwości awansu społecznego. Wszystkie te mechanizmy zlały się w całość i kiedy władza totalitarna uległa osłabieniu, zbiorowość radziecka rozpadła się. Pracowałem przez lata, by ten rosyjski uniwersalizm ocalić, lecz to nie mogło skończyć się inaczej.
Nie tylko negatywnym, ale wręcz zgubnym. Co ciekawe, w Rosji europeizacja unicestwiła ten paradygmat, natomiast w Chinach i Indiach zachowała. Europejski język, jakim jest angielski, okazał się bardzo ważnym elementem integrującym Hindusów. Przecież do momentu, gdy Indie stały się kolonią brytyjską, nie było takiej jedności. Anglicy ją stworzyli, zostawili też swój język, by ją podtrzymywał i utrwalał. Jawaharlal Nehru pisał po angielsku. Język rosyjski na Ukrainie nie ma dziś takiego statusu jak angielski w Indiach, mimo że ukraiński jest znacznie bliżej rosyjskiego niż hindi angielskiego.
Cywilizacje Chin i Indii trwają tysiące lat: Chiny - pięć i pół, Indie - trzy i pół. Jeśli natomiast spojrzymy na dzieje Rosji, to będzie to zaledwie jedno tysiąclecie. Co więcej, Rosja w swoim obecnym kształcie istnieje zaledwie od XV wieku. W tym sensie erozja znacznie łatwiej może dotknąć Rosję niż Chiny czy Indie. Poza tym rosyjska państwowość w znacznym stopniu opiera się na państwowości Złotej Ordy, a tymczasem w skład imperium rosyjskiego wchodziły kraje z utrwaloną tożsamością europejską: Polska, Finlandia, Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia. Kraje te znacznie trudniej włączyć w paradygmat azjatycki niż pozostałą część Rosji. Rosja została zbudowana w sposób bardziej złożony, bardziej "wielocywilizacyjny" niż Chiny i Indie. Tam istniały rodzime wielokulturowe cywilizacje, a Rosja łączyła przedstawicieli różnych paradygmatów cywilizacyjnych.
W wielu przypadkach tak właśnie jest. Zachód ukształtowało sięgające średniowiecza chrześcijańskie uniwersum. Społeczeństwo było jednolite i harmonijne, etyka chrześcijańska była powszechnie obowiązująca, ale stwarzała jednocześnie dogodne warunki dla rozwoju kapitalizmu. Sam kapitalizm oddziaływał jednak na moralność destrukcyjnie. Mówiąc wprost: nie tylko państwo i życie społeczne ulegało sekularyzacji, ale na przestrzeni stuleci następowało także rugowanie moralności ze stosunków społecznych.
Rosja nigdy nie posiadała mocnych moralnych fundamentów, chociaż wiele osób mówi o dominacji prawosławia. Społeczeństwo rosyjskie było dostatecznie kruche moralnie - w każdym razie znacznie bardziej kruche niż społeczeństwo europejskie epoki średniowiecza - by pozwolić na ekscesy rewolucji bolszewickiej i tego, co się działo potem. Ale po rewolucji, która zburzyła wiele moralnych fundamentów, po ustanowieniu władzy sowieckiej nastąpiła zamiana tradycyjnej moralności na moralność sowiecką. Z kolei nowa rewolucja lat 90. unicestwiła tę moralność sowiecką, a wraz z nią resztki, które ostały się z chrześcijańskiej przeszłości. Rosyjska wizja formowania się współczesnego kapitalizmu w spaczonej wersji stała się czymś w rodzaju religii "nowych Rosjan". Choć uważają oni samych siebie za ludzi Zachodu, to tak naprawdę jedynie naśladują zachodni styl życia, zachodnie wartości. To jest koszmarne zjawisko, choć nie należy wyolbrzymiać jego skali. Potencjał społeczeństwa rosyjskiego wciąż pozostaje dla nas zagadką.
p
, ur. 1948, rosyjski politolog, polityk, publicysta. W roku 1965 założył w Odessie nielegalne kółko o charakterze rewizjonistyczno-marksistowskim. Potem zaangażowany w działalność samizdatu - wydawał w podziemiu m.in. twórczość Aleksandra Sołżenicyna. W latach 1975-77 więziony. W drugiej połowie lat 80. współorganizator Stowarzyszenia "Memoriał". W latach 1993-2003 deputowany do Dumy Państwowej z ramienia partii Jabłoko, zastępca przewodniczącego komitetu ds. Wspólnoty Niepodległych Państw. Jeden z negocjatorów ze strony władz rosyjskich w trakcie zamachu terrorystycznego w moskiewskim teatrze na Dubrowce (2002). Członek rady Instytutu Badań Humanistycznych i Politycznych w Moskwie.