Żołnierz mógł być niebezpieczny. Stąd obława z psami, blokady na drogach i ostrzeżenia. Choć jak zapewniali wojskowi 19-letni poborowy prawdopodobnie nie miał amunicji. Bo jego pluton dopiero szedł z jednostki na strzelnicę. Szeregowy nagle skoczył w krzaki i zniknął na pobliskich ogródkach działkowych.

Choć na poszukiwania dezertera natychmiast ruszyli żandarmi i policjanci, udało się go złapać dopiero wieczorem. Teraz opiekuje się nim psycholog z Żandarmerii Wojskowej.

"Dzwonimy do niego na komórkę" - relacjonował rzecznik Żandarmerii Wojskowej, płk Edward Jaroszczuk. "Mamy nadzieję, że żołnierz wróci cały i zdrowy do jednostki i odda broń" - dodaje. Bo wojskowi nie mają pojęcia, dlaczego szeregowiec uciekł. W armii jest zaledwie od dwóch tygodni.

Mundurowi zatrzymywali też i przetrząsali samochody na drogach. Obawiali się, że żołnierz sterroryzował karabinem jakiegoś kierowcę i wyrwał się obławie.