W grupie byli silni, agresywni, bezwzględni i okrutni. Gdy trafili za kraty, stali się mali i tchórzliwi. Taka jest prawda o młodych mordercach, którzy w Kołobrzegu bestialsko zakatowali przechodnia - ojca dwójki dzieci - pisze "Fakt".
Cała piątka uczyła się w Zespole Szkół Mechanicznych w Kołobrzegu. Chodzili do gimnazjum, zawodówki i na specjalne kursy zawodowe. Większość mieszkała w
internacie naprzeciwko szkoły, gdzie się poznali. Mimo że wszyscy wylatywali z internatu za wagary i picie alkoholu, szkoła wystawia im dobre opinie: grzeczni, kulturalni, a jeden z nich to nawet
wyróżniający się uczeń!
"Gdzie ci nauczyciele mają oczy? Nie wiedzą, co się dzieje na co dzień poza szkołą! Przecież oni zawsze byli agresywni. Szczególnie Andrzej" - opowiadają koledzy i koleżanki oprawców.
Andrzejowi K. „Endrju”, Łukasz W. „Skuter”, Krystian W. „Żółwik”, Kamil T. „Bolo” i Robert K. „Drops” trzymali się w paczce i szwendali po Kołobrzegu w poszukiwaniu rozróby. Nie mieli na życie innego pomysłu, jak tylko napić się, pójść na siłownię, narozrabiać.
"Po tanim winie była fajna jazda. Po siłowni mieli więcej siły, by komuś wbić do głowy, kto w Kołobrzegu rządzi" - mówi jeden z członków paczki, który z niej wyleciał po tym, gdy przeciwstawiał się hersztowi grupy - Andrzejowi K. On był najmłodszy, ale też najbardziej agresywny. To on jako pierwszy zaatakował Mariusza Grabowskiego. I to on pierwszy popłakał się w areszcie jak małe dziecko, gdy dotarło do niego, co go czeka za popełnioną zbrodnię.
Tak jak wszyscy jego kompani, był znany policji od kilku lat. Brał udział w bójkach, miał na swoim koncie kilka pobić.
"Gdzie ci nauczyciele mają oczy? Nie wiedzą, co się dzieje na co dzień poza szkołą! Przecież oni zawsze byli agresywni. Szczególnie Andrzej" - opowiadają koledzy i koleżanki oprawców.
Andrzejowi K. „Endrju”, Łukasz W. „Skuter”, Krystian W. „Żółwik”, Kamil T. „Bolo” i Robert K. „Drops” trzymali się w paczce i szwendali po Kołobrzegu w poszukiwaniu rozróby. Nie mieli na życie innego pomysłu, jak tylko napić się, pójść na siłownię, narozrabiać.
"Po tanim winie była fajna jazda. Po siłowni mieli więcej siły, by komuś wbić do głowy, kto w Kołobrzegu rządzi" - mówi jeden z członków paczki, który z niej wyleciał po tym, gdy przeciwstawiał się hersztowi grupy - Andrzejowi K. On był najmłodszy, ale też najbardziej agresywny. To on jako pierwszy zaatakował Mariusza Grabowskiego. I to on pierwszy popłakał się w areszcie jak małe dziecko, gdy dotarło do niego, co go czeka za popełnioną zbrodnię.
Tak jak wszyscy jego kompani, był znany policji od kilku lat. Brał udział w bójkach, miał na swoim koncie kilka pobić.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|