Dziennik Gazeta Prawana logo

Rosja żyje szczątkami totalitaryzmu

5 listopada 2007, 12:11
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

W dzisiejszej "Europie" Lew Gudkow i Stephen F. Cohen komentują upadek Związku Sowieckiego z perspektywy 15. rocznicy tego wydarzenia. Zdaniem Gudkowa upadek ZSRR był procesem nieuchronnym. Rozpad imperium nie naruszył jednak wielu instytucji (wojsko, służby specjalne) dziś stanowiących główne oparcie dla władzy. Sowieckie struktury zyskały nieproporcjonalne znaczenie za sprawą słabości nowych elit, które nie były w stanie realizować prozachodniego kursu i które opanowała nostalgia za sowiecką przeszłością. "Bezradność elity, jej niezdolność do realizacji zadań i słabość społeczeństwa obywatelskiego, zmusiły nowe władze - ekipę Jelcyna, a nawet reformatorów, czyli młodych ekonomistów otaczających prezydenta - do poszukiwania poparcia dla swojej polityki gdzie indziej. Już nie wśród liberalnej części inteligencji rosyjskiej, lecz w starych strukturach. Zagubienie elit szybko przemieniło się w nastrój nostalgii".

p

Sądzę, że był to proces nieuchronny. Rozpad nastąpił za sprawą współdziałania trzech czynników: upadku gospodarki planowej, upadku systemu totalitarnego i upadku imperium. To są odrębne zjawiska, ale wszystkie zbiegły się w jednym czasie. Militarystyczny charakter państwa zbytnio obciążał gospodarkę. Ludzie żyjący na co dzień w systemie komunistycznym mieli poczucie braku perspektyw na przyszłość. Jednocześnie do głosu dochodziły ruchy narodowe w poszczególnych republikach związkowych: w krajach nadbałtyckich, na Zakaukaziu, w mniejszym stopniu także na Ukrainie. Odczuwało się na tym tle napięcia. W latach 1989-90 obawiano się, że dojdzie do wojny domowej.

Tymczasem wtedy w większości republik dostrzegano jedynie plusy płynące z oddzielenia się od ZSRR. W Rosji powszechne było poczucie, że jest ona ekonomicznie wykorzystywana przez inne republiki. Z kolei na Ukrainie o wykorzystywanie oskarżano Rosję. Tylko w Azji Środkowej odczuwano zależność od Związku Sowieckiego jako pewnego rodzaju konieczność. Zresztą często nie zdawano sobie w ogóle sprawy, że Związek Sowiecki się rozpada. W Rosji jeszcze do połowy lat 90. wielu ludzi uważało się za obywateli sowieckich. W krajach nadbałtyckich było już oczywiście inaczej...

Dzisiaj ma ona charakter projekcyjny. Wiąże się bardziej z niezadowoleniem z obecnego stanu rzeczy aniżeli z żalem za utratą lepszego życia. Przeszłość uosabia wyidealizowany czas spokoju, dostatku, stabilności, bezpieczeństwa, bo przecież dostęp do świadczeń socjalnych - bezpłatnej opieki zdrowotnej czy bezpłatnego szkolnictwa - dla uboższej części dzisiejszego społeczeństwa stanowi istotną wartość.

Odpowiem inaczej: rozpad systemu komunistycznego jest faktem. Natomiast przejście do państwa demokratycznego takim faktem już nie jest. Żyjemy szczątkami totalitaryzmu. Sam reżim się rozleciał, lecz znacząca część jego instytucji - wojsko, tajne służby, szkolnictwo, sądownictwo - pozostała nietknięta. To jest takie półpolicyjne państwo z bardzo silnym pierwiastkiem autorytarnym. Z badań opinii społecznej wynika, że ludziom nie zależało na demokracji typu europejskiego. Najbardziej męczyły ich w ZSRR braki zaopatrzeniowe. Dlatego większość wciąż żałuje krachu Związku Sowieckiego - w 2000 roku to było 75 proc., obecnie 61. Większość twierdzi też, że można było tego uniknąć.

Nie odbieram tego jako rewolucji. Sam pucz był próbą ocalenia reżimu, który się już chylił ku upadkowi. Reakcja na pucz była znacznie silniejsza, ponieważ system ledwo się trzymał. Wystarczyło tylko przerwać działalność partii komunistycznej i wszystko natychmiast się rozleciało. KGB czy wojsko były po prostu sparaliżowane, praktycznie nie ingerowały w przebieg wydarzeń. Ale ludzie do dnia dzisiejszego nie pojmują, co się naprawdę stało. Dzisiaj sierpień 1991 roku interpretuje się - zupełnie niesprawiedliwie - jako epizod walki różnych grup o władzę. A naradę białowieską - jako osobistą zmowę trzech polityków: Borysa Jelcyna, Stanisława Szuszkiewicza i Leonida Krawczuka. Ludzie najczęściej tak właśnie to tłumaczą: śmierć ZSRR zadało trzech, kierujących się nadmiernymi ambicjami polityków. Co ciekawe, choć większość ludzi odczuwa żal, to jednak uznaje zarazem powrót ZSRR za niemożliwy.

Po rozpadzie imperium sowieckiego i systemu komunistycznego stopa życiowa gwałtownie się obniżyła - niemal o połowę. Pojawił się stan dezorientacji i beznadziejności. Zaczęła się rozwijać skłonność do swoiście rozumianego tradycjonalizmu. W tym sensie mogą się nasuwać pewne historyczne analogie z antybolszewicką częścią społeczeństwa rosyjskiego czy monarchistami francuskimi. Nie przypadkiem jedną z najbardziej wpływowych sił konserwatywnych stali się we współczesnej Rosji komuniści. Nazwa "komuniści" może być myląca, gdyż w swoim programie już dawno uwolnili się oni od ciężaru marksizmu-leninizmu i ideologii komunistycznej. Partia ta stała się ugrupowaniem konserwatywno-nacjonalistycznym, populistycznym. W jej programie pojawiają się nawet - o ironio! - elementy prawosławnego fundamentalizmu.

Stanowisko Cerkwi jest w tej kwestii ambiwalentne. Starannie omija ona te problemy. Współpracę Cerkwi z władzą, prześladowanie przez reżim komunistyczny duchowieństwa i ludzi wierzących - wszystko to się przemilcza i tłumaczy tragicznymi pomyłkami. To nie jest przedmiot dyskusji. Na pierwszy plan wysuwa się pozytywne aspekty współpracy Cerkwi z państwem. I to jest generalna linia Cerkwi dzisiaj: obrona kultury narodowej, a także obrona mocarstwowej, heroicznej przeszłości kraju. Ponadto odczuwalne są w propagandzie cerkiewnej akcenty nacjonalistyczne czy wręcz szowinistyczne. W rozmaitych wystąpieniach słychać antysemickie i antyzachodnie tony. Cerkiew pretenduje do zajęcia miejsca politruków, komisarzy politycznych, do bycia - w konsekwencji krachu komunizmu - przewodnią siłą narodu. W istocie chodzi o światopoglądową hegemonię, o wyeliminowanie konkurencji innych wyznań: islamu, katolicyzmu itd. Warto tu zaznaczyć, że ta linia Cerkwi rosyjskiej nie jest tożsama z innymi, bardziej otwartymi na świat nurtami prawosławia.

To tylko pozornie niezrozumiałe. Nostalgia postsowiecka nie opiera się na żadnej propozycji politycznej konsolidującej społeczeństwo rosyjskie wokół jakiegoś programu. Nostalgię wykorzystuje się zarówno do krytyki obecnej władzy, jak i do jej obrony.

Jest raczej odwrotnie: silnie objawiają się nastroje izolacjonistyczne - chęć odgrodzenia się od świata, życia tylko we własnym kraju. Wzrasta świadomość tego, że w najbliższym czasie Rosja nie pójdzie ścieżką, którą przeszła Europa Wschodnia, a więc nie wejdzie na drogę integracji z innymi krajami. Nie odczuwa się też szczególnej potrzeby wskrzeszenia związku republik, które wchodziły w skład ZSRR. Przeciwnie - występuje bardzo silny uraz, wręcz wrogość wobec byłych republik, głównie krajów nadbałtyckich, a ostatnio także Gruzji. Oskarża się je o nielojalność wobec Rosji i Rosjan. Wywołane to jest różnymi kompleksami, utratą autorytetu wielkiego mocarstwa i przenoszeniem własnego niezadowolenia i braku satysfakcji na obywateli innych państw. Kiedy pytamy się o wrogów Rosji, to w odpowiedziach na pierwszym miejscu plasuje się mała Łotwa albo mała Gruzja. W czasie pomarańczowej rewolucji pojawiała się też Ukraina.

Ona dość mocno dawała o sobie znać, lecz nigdy nie obejmowała wszystkich republik. Występowała w Azji Środkowej, częściowo na Zakaukaziu. Wiązało się to z gwałtownym spadkiem stopy życiowej tamtejszych społeczeństw w porównaniu z okresem sowieckim. Mniej więcej 25-30 proc. tamtejszych mieszkańców żałuje rozpadu ZSRR. Nie są to więc nastroje dominujące. Przez te wszystkie lata rozwinęły się lokalne nacjonalizmy - np. uzbecki, kazachski - nastąpiła wymiana elit. Umacniają się też oczywiście wartości narodowe: duma z niepodległości i rodzimej historii, mity o minionej wielkości. Dlatego na ludzi w średnim i młodym wieku znacznie silniej niż postsowiecka nostalgia oddziałują negatywne stereotypy dotyczące przeszłości sowieckiej.

Do roku 1994 robiliśmy na ten temat sondaże. Powyżej 90 proc. tamtejszych Rosjan uważało siebie nie za mieszkańców nowych państw, ale za obywateli Związku Sowieckiego. Oni dramatycznie przeżywali krach imperium. Mniej więcej w latach 1993-95, kiedy kolejne republiki uchwalały swoje konstytucje, zaczęły się zmiany obywatelskiej i narodowej tożsamości. Lokalna ludność coraz bardziej utwierdzała się w przynależności do lokalnej wspólnoty narodowej. Zaczęło zmniejszać się poczucie więzi ze Związkiem Sowieckim. Ale to był proces złożony, przebiegał wolno, rozpad uświadamiano sobie stopniowo.

Dla osób tam mieszkających rozpad ZSRR przyniósł wiele problemów życiowych i rodzinnych. Ludzie z dnia na dzień znaleźli się w innym państwie. Więzi łączące krewnych czy przyjaciół zaczęły słabnąć, podobnie jak kontakty gospodarcze. Trudniejsze stało się przemieszczanie między republikami. Nastąpiła też utrata tego, co istniało w Związku Sowieckim - poczucia, że człowiek wszędzie jest u siebie, poczucia wspólnej przestrzeni. Późniejsze ustalenie granic jest do dziś irytujące dla wielu osób.

Elita rosyjska różni się od elit Polski i Czech, gdzie kurs europejski i demokratyczne cele zostały bardzo precyzyjnie wskazane. W Rosji prozachodnia, liberalna, demokratyczna elita próbowała to robić, lecz okazała się całkowicie nieprzygotowana. Dla niej krach ZSRR był całkowicie nieoczekiwany. Właśnie bezradność elity, jej niezdolność do realizacji zadań i słabość społeczeństwa obywatelskiego zmusiły nowe władze - ekipę Jelcyna, a nawet reformatorów, czyli młodych ekonomistów otaczających prezydenta - do poszukiwania poparcia dla swojej polityki gdzie indziej. Już nie wśród polityków liberalnych czy liberalnej części inteligencji rosyjskiej, lecz w starych strukturach: specsłużbach i wojsku.

Już w roku 1993 w starciu z Radą Najwyższą Jelcyn oparł się właśnie na resortach siłowych. A później, wobec całkowitego zagubienia elit rosyjskich, okazał się zakładnikiem tych sił. Zagubienie elit szybko przemieniło się w nastrój nostalgii, poszukiwania rosyjskiej idei, rosyjskiego fundamentalizmu, powrotu do bardzo charakterystycznego dla dziejów Rosji podziału na okcydentalistów i słowianofilów. Krótko mówiąc, wróciły stare klisze XIX stulecia w postaci konserwatyzmu rosyjskiego, nurtów narodowo-

-mistycznych odwołujących się do mitologicznych podstaw, w oparciu o które rosyjska wspólnota narodowa tworzy swój zamknięty świat. Na tym właśnie polega fenomen wzrostu znaczenia rosyjskiego tradycjonalizmu. I to jest kontekst, w którym można zrozumieć nadejście Putina.

Komponent dawnej ideologii, jak już wcześniej mówiłem, nie odgrywa już żadnej roli. Natomiast nostalgia za ZSRR rzeczywiście przeszkadza w zrozumieniu tragicznej historii zeszłego wieku. Dzisiejsze pragnienie mocarstwowości jest formą kompensacji kompleksu niższości. I w tym sensie idealizacja epoki sowieckiej zamyka możliwość jej rozumienia i analizy. Jednocześnie nostalgia postsowiecka rehabilituje oczywiście takie postaci jak Stalin. I dzisiaj w sondażach 42 proc. Rosjan uważa, że bilans stalinowskiej polityki jest pozytywny. Okres stalinowski przeciwstawia się symbolicznie okresowi jelcynowskiemu, a więc reformom oraz orientacji proeuropejskiej i prozachodniej. Stąd bierze się niechęć do przypominania zbrodni stalinowskich. To prowadzi Rosję w ślepą uliczkę.

Problemem pozostaje błędne postrzeganie przez zachodnie środowiska opiniotwórcze polityki rosyjskiej jako takiej. Nie przykłada się właściwej miary do autorytaryzmu i dążenia, by wskrzesić sowiecki model kierowania państwem. Nie wiem, czego tu jest więcej: braku zrozumienia czy cynizmu wobec polityki rosyjskiej. Dla Zachodu ważne jest otrzymywanie dostaw gazu i ropy naftowej, a to, co się dzieje w Rosji - w tym nadużycia władzy - traktuje on jako jej wewnętrzne sprawy.

p

, ur. 1946, profesor socjologii, dyrektor Centrum Analitycznego Jurija Lewady w Moskwie. Wykładowca socjologii kultury w Instytucie Nauk Europejskich przy Rosyjskim Państwowym Uniwersytecie Humanistycznym oraz socjologii politycznej w Moskiewskiej Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Ekonomicznych. Autor wielu książek i artykułów poświęconych m.in. socjologii literatury, stosunkom narodowościowym, problemom transformacji ustrojowej w społeczeństwie postsowieckim. W nr. 24 "Europy" z 15 czerwca ub.r. opublikowaliśmy jego tekst "Stereotypy i usprawiedliwienia".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj